Post
autor: Radhakanta das » 18 maja 2014, 00:18
Je szczególnie pierwszą przesłankę chętnie 'zaatakuję' - podejdę do tego z punktu widzenia propagowania świadomości Kryszny. Miałem rzucić osobny post ale uznaję, że mogę się podpiąć pod bieżący. A robię to ponieważ niepokoi mnie ostatnio pewne podejście jakby ogólno-jatrowe, polegające na myśleniu, że nasz sukces w tej materii nie jest uzależniony od indywidualnego postępu lecz od polepszenia warunków materialnych, które to zaangażowane dla Kryszny staną się kluczem do rozprzestrzeniania misji nauczania. Ja już od kilku miesięcy kipię w środku nie mogąc się z tym zgodzić a obserwuję, czytam, słyszę, że bhaktom na prawdę się wydaje, że tak własnie należy podchodzić do rzeczy. Jak dla mnie to niezły zjazd na bocznicę bez hamulców. Twierdzę, tak gdyż obserwuję życie.
Kto z nas, członków Ruchu świadomości Kryszny może powiedzieć, że nasz początek bhakti jogi związany był z jakimiś materialnymi aranżacjami, sprzyjającą sytuacją świata, jakiemuś niezwykłemu profesjonalizmowi bhaktów przy prezentacji wiedzy o Krysznie dzięki, czemu powiedzieliśmy sobie w duchu: 'chcę do Kryszny'? Kto zmienił nas w bhaktów - czy system, czy przebojowość organizacji, wpływowe osoby? Nie wierzę, że ktoś odczuł atrakcję do Świętego Imienia głównie z tego powodu. Ja i wielu innych, przyszedłem do świadomosci Kryszny przez okazane mi serce przez innych waisznawów. Ci którzy to serce okazali uczynili tak dlatego, że ich indywidualny postęp był na wysokim poziomie. Nie potrzebowalismy nie wiadomo czego - wystarczyła po prostu bhaktowska przyjaźń i nagle działy się rzeczy niemożliwe, zmieniające świat. Pewna waisznawi w Poznaniu wyszła z ksiażkami na deptak a zwykły gośc , póxniej Radhakanta das sobie je kupił; zanim podjąl mantrowanie sotkał w pociągu kilku ogolonych gości lecz nie w glanach tylko w sandałach, wracajacych z turu Indradiumny Maharaja i został w ciągu kilku godzin spędzonych w przedziale pociągu z Krsna-Sambandhą Prabhu, przekonany do intonowania Hare Kryszna. Potem kilku chłopaków w strojach mnicha wyszło w Poznaniu śpiewać na ulicy i nauczać na różne sposoby. Bez wsparcia zewnetrznego, w brudach tego świata kilka osób zmieniło 'kawał poznańskiego świata' gdyż w tamtym czasie mieli zmieniony swój własny indywidualny świat. Pół roku później dzięki temu, że kilka osób ze świątyni zmieniło swój indywidualny świat co skutkowało zawiązaniem się duchowej paczki waisznawów, byliśmy już najbogatszą świątynią w Polsce a dzięki akcji Food For Life mieliśmy już stoisko na Targach Poznańskich a sponsorzy akcji FFL sami przywozili produkty żywnościowe pod bramy świątyni. Ten już większy świat się też rozpadł gdyż paru ludzi nie popracowało nad indywidualnym światem własnym. Można powiedzieć - taki tam wielki świat nawiedzonego Radhakanty dasa, my tu chcemy zmian poważnych. Ale to był zaledwie kilkunastomiesięczny wycinek czasowy pokazujący ile można zdziałać robiąc postęp indywidualny. I choć w tym wypadku sprawa się trochę pogrzebała to jednak na świecie z pewnością było dużo przypadków typu "coś z niczego". O Śrila Prabhupadzie nawet nie wspomnę- zwykle są potem teksty w stylu 'wiesz, ŚP to ŚP, a ty jesteś tylko cieniasem - nie porównuj się do niego'. Ale co znaczy aczaria? Naucza własnym przykładem - po to abyśmy z tego skorzystali. Jak powstał Ruch Hare Kryszna? Były jakieś warunki ku temu? - tylko miłość Śrila Prabhpada do Kryszny i do uwarunkowanych dusz - czego nam niestety brakuje.
Co widzimy dziś? Głównie zabiegi o pieniądze aby coś ruszyło w nauczaniu. Unijne dotacje może, szerokie nawoływanie o finansowe wsparcie na ten czy tamten projekt. Niby wszystko gra - bo wsparcie materialne potrzebne - i chwała wszystkim zachęcającym, organizującym i wspierającym ale czy nie zatracimy prawdziwego ducha? Czy przedłożymy materialne aranżacje mające zmieniać świat nad indywidualny rozwój? To już się niestety dzieje. Gdyby nie Indradiumna Swami to jeszcze zostałaby garstka aktywnych w nauczaniu bhaktów - ci co to do końca będą walczyć zanim ie polegną. Reszta czeka na materialny cud boży w postaci zmian politycznych, dopływu kasy by ostatecznie 'profesjonalnie' zabrać się do dzieła czyli promocji wisznuizmu z rozmachem licząc że tym profesjonalizmem to zrobimy takie wrażenie na innych, że już zaledwie po pierwszych odwiedzinach w nowo wybudowanej świątyni czy po programie w czasie którego aż roić się będzie od wykonawców z górnej polki, może z grupą kaskaderów w tle, obserwatorowi już nic nie pozostanie innego jak tylko wyciągnąć 1000 zł, kupić japas nie prosząc o zwrot reszty, i intonować 16 rund.
Nie tędy droga. Nic takiego nie nastąpi, mimo posiadania środków o których tak wielu marzy negując równocześnie indywidualny rozwój. Kościół zawsze miał pieniądze, wpływy w mediach, wielkie osobistości itd - i co ???- na Zachodzie kościoły stoją puste, stają zwykłymi muzeami!!! A my, tacy oświeceni, obserwatorzy tylu wiadomości i postów w internecie jakoś nie możemy zaobserwować kilku faktów, że zmian w zakresie życia duchowego nie można dokonac bez rozwoju indywidualnego.
I nie prawdą jest, że indywidualne życie duchowe ogranicza pole dzialania. Ja nie wiem dlaczego tak mało się przykłada wagi do między-bhaktowskiej przyjaźni. Ale może dlatego, że to ona jest skutkiem indywidualnej pracy. Jeśli jatra narzeka na kiepskie relacje międzyludzkie to własnie jest efekt braku indywidualnego rozwoju. Co to za bhakti-jogin który omija przyjaźń z bhaktami, siedząc tylko w domu i czcząc Bóstwa. Chyba zapomniał co ceni Pan Caitania. W domach takich osób Bóstwa nigdy nie zatańczą tak jakby mogły zatańczyć słysząc od Swego wielbiciela, że z drugim waisznawą się spotkał i poszedł szerzyć chwały Swiętego Imienia - w ten czy inny sposób - chocby pomagając dobrym słowem, usmiechem, przyjazna dłonią , wiedzą. To własnie przyjaźń międzybhaktowska która jest efektem indywidualnej zmiany siebie, inicjuje działania wspólne, z rozmachem, w tym jest siła. Kilku bhaktów zgranych zaprzyjaźnionych bo oczyszczonych indywidualnie, może podbić świat. Ja w to wierzę. Kto nie, no to ma pecha - ograniczył się jedynie do platformy bhakti-jogi rytualnej mysląc, że wyciśnie z Kryszny przychylność jakąś okrężną drogą.
Tyle z mojej strony - musiałem to rzec, może nawet kogoś zdenerwować - a niech tam...
Hare Kryszna
śrī kṛṣṇa śaraṇaṁ mama