Post
autor: Mathura » 26 gru 2010, 11:43
Arleto
Widzę, że nie możesz usiedzieć spokojnie i zamiast "świętować" zasiadasz przed komputerem i snujesz swoje wywody.
Wiedz, że nie toczę z Tobą jakiejś wojny toteż żadnego toporka wojennego nie ma potrzeby zakopywać gdyż nigdy nie był wydobyty. Przynajmniej z mojej strony.
Piszę do Ciebie tylko dlatego aby naprostować, moim zdaniem nieco wypaczone z jakiegoś powodu poglądy na temat standardu postępowania waisznawa.
Gdy guru składa pokłon wtedy zwyczajem wśród bhaktów jest to, że jego uczniowie również pokłon składają. Gdy guru okazuje jakiejś osobie szacunek, to szacunek do postawy guru nakazuje uczniom, aby również tej osobie szacunek okazali.
" W Harinama Cintamani znajduje się fragment mówiący o tym, że założyciel-acarya danej sampradayi jest głównym siksa-guru dla całej sukcesji uczniów. Spekulacje na temat jego nauk i zaprzeczanie im powinno się natychmiast odrzucić.
Jeśli chodzi o nasz Ruch Świadomości Kryszny, założycielem i acaryą dla niego jest Śrila Prabhupada. Choć nie założył on jakiejś oddzielnej, nowej sampradayi, założył nasz ruch i jest dla niego głównym siksa-guru. Przekazał swoim uczniom wiedzę, nauczył ich niemal wszystkiego, nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie.
Acarya oznacza również tego, który naucza przykładem. Śrila Prabhupada był założycielem-acaryą gdyż założył nasz ruch i żył w sposób jaki nauczał."
Śrila Prabhupada swoim przykładem pokazał nie raz, że darzy Jezusa dużym szacunkiem. Nigdy o Nim się źle nie wypowiadał. Składał Mu pokłon i uważał za bardzo zaawansowana duszę, a nawet za upełnomocnioną przez Krysznę osobę.
Jako uczennica Prabhupada i podążając za jego autorytetem (nie moim) powinnaś przynajmniej z szacunku dla Parbhupada okazywać szacunek Jezusowi, choćby tylko w umyśle. Nie oznacza to, że trzeba padać plackiem przed każdym krzyżem czy wizerunkiem Jezusa, ale przynajmniej powstrzymać się od wypisywania na Jego temat publicznie tych bzdur jakie wypisujesz. A na dodatek ogłaszać, że piszesz to z pozycji bhakty, w zgodzie z filozofią waisznawa, po tym jak to zmądrzałaś, dojrzałaś i gruntownie przestudiowałaś zarówno nauki Jezusa jak i filozofię waisznawa.
Standardem waisznawa nie jest krytykowanie innych religii, nawet jeśli na bazie swojej wiedzy rozumie się, że są to niższe formy kultu. Filozofia waisznawa mówi, że Bóg objawia się również i w tych niższych formach religii. Można oceniać te kulty w celach porównawczych, poznawczych, studiując je, ale nie ma najmniejszej potrzeby krytykować je nazywając (zwłaszcza publicznie) demonicznymi, szkodliwymi itp, nawet jeśli widzi się, że przejawiają one niektóre z takich cech. Ostatecznie na chrześcijaństwie sama wyrosłaś.
Możesz bronić swojej religii, swojego wyznania jeśli ktoś atakuje, ale na tym trzeba poprzestać. Jeśli natomiast atakujesz sama i bez potrzeby krytykujesz wtedy zrównujesz się z Hotori, której wyrzucenie z forum się domagałaś.
Idźmy dalej. Załóżmy, że Jezus rzeczywiście był wielbicielem upełnomocnionym przez Krysznę. Nie wiemy tego na pewno, ale też nie możemy tego wykluczyć. Nauczał w określonym miejscu i czasie do określonego typu ludzi. Nie znamy pierwotnej wersji Jego nauk. To co przekazują ewangelie to okrojona i pozmieniania wersja. Jednak nawet na ich bazie można się domyśleć, że był On bardzo zaawansowaną duszą. Nauczał min. bhakti.
" Ojcze nasz, któryś jest w niebie. Święć się imię Twoje..." - to przecież bhakti.
Załóżmy więc, że był On bhaktą wysłanym przez Krysznę. Jeśli tak, to nie jest to pierwszy lepszy ktoś, o którym wypada innemu bhakcie (za jakiego się szumnie ogłaszasz) mówić ze wzgardą NIKT, nie jest dla mnie autorytetem itp. To nie jest standard zachowania waisznawy. O to mi chodziło pisząc poprzednio, że Twoje wypowiedzi odbiegają od standardu kultury waisznawa.
Jeśli bowiem Jezus był wielbicielem, to na pewno był wielbicielem wysokiej klasy, któremu należy się pełen szacunek. Nazywając Go NIKIM, okazując brak szacunku i niemal wzgardę, ocierasz się o waisznawa aparadhę co już nie wygląda ciekawie.. Nie mając więc całkowitej pewności co do wygłaszanych przez siebie tez, lepiej by było powstrzymać się od wystukiwania ich w klawiaturę.
Piszesz, że Jezus mógł być rakszasą. Nie ma nigdzie wzmianek, że był żądną ludzkiego mięsa istotą. Raczej odwrotnie, był współczującym, głoszącym duchową wiedzę nauczycielem.
Piszesz, że namawiał do wojen i podałaś wyżej tego przykłady. Po pierwsze powołujesz się na Biblię, która według Twojego rozumowania nie jest autoryzowanym źródłem gdyż nie jest pismem wedyjskim. Dlaczego więc na niej się opierasz? Mniejsza jednak z tym
Mogę Ci podać wiele podobnie brzmiących przykładów ze Śrimad Bhagavatam i Mahabharaty. Sam Kryszna nakłania Arjunę do walki i zabicia swoich krewnych.
Po drugie trzeba zrozumieć w jakim kontekście Jezus te słowa wypowiedział i o co Mu chodziło i co chciał przekazać. Podobnie należy w odpowiednim świetle zrozumieć słowa Kryszny gdy nakłaniał do walki swego przyjaciela Arjunę. Choć On w tym przypadku rzeczywiście namawiał go do walki.
W Śrimad Bhagavatam znajdziesz sporo przykładów na to jak bhaktowie namawiają innych do porzucenia rodzin, zostawienia bliskich, królestw. Narada w tym jest szczególnie dobry. On przecież nakłaniał Kamsę do mordowania dzieci Devaki. Czy nazwiesz go za to rakszasą i demonem. Zewnętrznie może to wyglądać na niegodziwość i okrucieństwo, ale czy takie w rzeczywistości było?
Podobnie słowa Jezusa, które zacytowałaś mogą wydawać się nakłanianiem do wojny ale o jaką wojnę chodziło? Może o wojnę z mayą? Ktoś kto wstępuje na ścieżkę duchową często napotyka przeszkodę w postaci sprzeciwu społeczeństwa i własnej rodziny i wtedy dochodzi do sporów, kłótni, ojciec walczy z synem a matka z córką. Czy mało tego przykładów i w naszym współczesnym życiu? Czy może nie o taką wojnę chodziło Jezusowi? Nie o takie spory?
Nawet gdyby Jezus rzeczywiście był z pochodzenia rakszasą (choć nic na to nie wskazuje) to cóż z tego? Czy dla bhakti istnieją ograniczenia? Czy jest dla niej przeszkodą zamanifestować się w ciele rakszasy czy demona?
- Prahlad Maharaja - pochodził z rodziny demonicznej
- Bali Maharaja - wnuk Prahlady - król demonów
- Haridas Thakura - nama acarya - pochodził z niskiej klasy rodziny muzułmańskiej
- niemal my wszyscy tutaj teraz pochodzimy z rodzin nieomal demonicznych, mięsożerców, rodzin kultywujących religię chrześcijańską (według Ciebie demoniczną) - a jednak bhakti do nas przyszła. Nie ma dla niej ograniczeń materialnych. Jest niezależna i może zamanifestować się w sercu każdego.
Spójrz na Bhimę (jeden z Pandavów) chłepiącego krew zabitych wrogów. Miał za żonę rakszasicę. Ich syn walczył ze swoją armią rakszasów pod Kurukszetrą. Czy nazwiesz Bhime demonem rakszasą? Przecież to wielki bhakta Kryszny? Jego wieczny towarzysz.
Pan Caitanya powiedział:
C.C. Madhya. 8.128
kibä vipra, kibä nyäsé, çüdra kene naya
yei kĺńëa-tattva-vettä, sei 'guru' haya
"Bez względu na to, kim ktoś jest - braminem, sannyasinem czy śudrą - jeśli zna naukę o Krsnie, może zostać mistrzem duchowym.
Nie ma więc znaczenia z jakiej rodziny pochodził Jezus. Jeśli znal naukę o Bogu, a wygląda na to, że znał, to jest kwalifikowanym do pozycji duchowego mistrza. Nie powinno się okazywać Mu wzgardy gdyż nie jest to standard waisznawa.
To na razie tyle w tej materii.
Nie masz powodu aby mnie za cokolwiek przepraszać. Nie czuję się urażony Twoimi opiniami na mój temat. Mówiąc szczerze nie obchodzą mnie one zbytnio
Zauważ, że tę wymianę zdań z Tobą rozpocząłem wtedy gdy moim zdaniem niesprawiedliwie oceniłaś Jezusa, nie mając ku temu żadnych rzeczywistych podstaw. Poza oczywiście własnymi, wyssanymi z palca teoriami. Staram się tylko obronić na tyle na ile umiem, tę wzniosłą osobę. Do Ciebie jako takiej nie mam nic.
Pozdrawiam