Była sobie dziewczynka, która podobnie jak to wszystkie inne dzieci, gdy przyjdzie na to czas, musiała zacząć chodzić do szkoły. Pochodziła z niezbyt zamożnej rodziny, nie była ani wyszczekana ani też pewna siebie. Nie była też bardzo bystra i w związku z tym z nauką szło jej słabo Szybko stała się obiektem drwin i szykan ze strony innych dzieci. Nie za bardzo lubili ją również nauczyciele. Jako, że uczyła się słabo karali ją niskimi ocenami, negatywnymi opiniami, krytykowali przy innych dzieciach. Stałą niemalże karą jaką dziewczynka dostawała był przymus pozostania w szkole po lekcjach i odrabianie zadanych prac domowych. Dziewczynka zazwyczaj ich nie odrabiała. Po prostu siedziała bez ruchu zamknięta w sobie. Jakoś przechodziła z klasy do klasy przepychana z litości, czy na odczepnego aby pozbyć się jej z klasy. Dziewczyna odzywała się mało, często nie odpowiadała na zadawane pytania, nie była też brana do żadnych szkolnych przedstawień czy występów. Nie była osobą złą, szkodliwą czy złośliwą Cicha, zalękniona, jakoś egzystująca bez przyjaciół w szkolnym środowisku. Przylgnęła do niej opinia głupiej, dziwnej.
Przyszła jednak do szkoły nowa nauczycielka. Bystrzejsza niż pozostali. Zaznajomiona z wiedzą o energii. Ona dostrzegła w tej dziewczynce inną osobę niż wskazywała na to ogólna opinia i postanowiła jej pomóc.
Kiedy dziewczyna zostawała po lekcjach, nauczycielka zostawała z nią. Nie nakłaniała jej do odrabiania zadań, nie odzywała się. Po prostu siedzieli, a gdy mijał określony na karę czas rozchodzili się. I tak przez jakiś czas. Pewnego razu dziewczynka z własnej woli sięgnęła po długopis i zaczęła pisać w zeszycie. Gdy skończyła, nauczycielka zapytała czy może zobaczyć. Po aprobującym kiwnięciu głowy dziewczynki, wzięła zeszyt i przeczytała. Ona rozwiązała jedno z zadań. Rozwiązanie było złe, ale nauczycielka nie skrytykowała tego. Powiedziała: Dobrze, ale na pewno możesz zrobić to jeszcze lepiej. Spróbuj.
I podobnie było za każdym razem. Nigdy nie użyła wobec dziewczynki żadnego negatywnego stwierdzenia. Poprawiała ją, korygowała, zachęcała do wysiłku, nakierowywała, ale używając pozytywnych słów.
Znała bowiem zasadę przenoszenia energii. Wiedziała, że negatywne słowa niosą negatywną energię, a pozytywne pozytywną. Krytykując kogoś, nawet z dobrą intencją, wypowiadając negatywne w swej treści słowa, zasilamy w tej osobie właśnie te negatywne cechy. Karmimy te cechy energią przez co tylko rosną one w siłę. Podobnie jest wtedy gdy używa się pozytywne w swej treści (brzmieniu) słowa. Używając ich zasilamy w danej osobie właśnie te dobre cechy.
Nauczycielka mówiła: Dobrze, umiesz to zrobić, na pewno potrafisz rozwiązać to lepiej, bardzo dobrze, ładnie, itp.
Nie mówiła: źle, głupio, brzydko, okropnie, nie umiesz, itd.
W ten sposób stopniowo dobre cechy w tej dziewczynce nabierały siły co pociągnęło za sobą zmianę w jej osobowości. Nie będę tej historii przeciągał, ale można się domyśleć co było dalej. Zmiany jakie nastąpiły u dziewczynki zadziwiły zarówno grono nauczycielskie jak i inne dzieci i pewnie ja samą. Z zalęknionej, słabo uczącej się osoby, przemieniła się w jednego z najlepszych uczniów. Występowała z powodzeniem w konkursach recytatorskich i na szkodnych akademiach.
Krytyka jest wskazana. Nigdy temu nie przeczyłem. Tylko odpowiednia do czasu, miejsca i okoliczności I w sposób odpowiedni. Nie jako sprawa dla sprawy bo do piekła pójdę.
Przeciwstawianie się innym doktrynom jest konieczne. Ale poprzez nauczanie. Nie krytykowanie. Po pierwsze dlatego, że krytykowany rzadko kiedy zrozumie to co do niego się mówi. Po drugie, że wypominając mu złe cechy czy poglądy ryzykujesz tym, że tylko zasilisz te cechy i poglądy, a więc twa krytyka nie odniesie zamierzonego skutku. Chyba, ze krytyka jest tylko dla krytyki, aby pokazać swoją prawidłową postawę bhakty. Wtedy to już inna sprawa.
Nauczanie poprzez krytykę raczej marny będzie miało skutek. Co życie udowadnia na każdym niemal kroku.