Mirku- możesz pisać nawet najgorsze rzeczy (ale bez przesady!), a i tak raczej nie stracę na moim "entuzjazmie" do Pana Kryszny. Traktuję to jako pożyteczną wymianę myśli.
Purnaprajna ma rzadki dar wyjaśniania problemów w sposób taktowny i przystępny. Jak słusznie Purnaprajna zauważył, Mastermind ma podobne do mnie rozumienie problemu, a niepotrzebne różnice między nami wynikają, jak zawsze, z myślenia dualistycznego. Ja nieświadomie wpadłam w pułapkę dzielenia ludzi na dwie kategorie- ateistów i teistów, a Mastermind dodatkowo wpadł w pułapkę dzielenia szczęścia na dwie kategorie: duchowego i materialnego. Widać z tego, ile zła i błędów może powodować dualistyczne rozważanie problemów!
Mathura pisze: 18.37 To szczęście, które na początku może być jak trucizna, ale pod koniec smakuje jak nektar, i które do samorealizacji budzi, nazywane jest szczęściem w gunie dobroci.
Czyli działalność humanitarna i ekologiczna Wegana może skutkować szczęściem w gunie dobroci i prowadzić do samorealizacji. Jednak nawet to szczęście jest złudzeniem w porównaniu do szczęścia płynącego z osobistej relacji z Bogiem. "W rzeczywistości wszystko jest cierpieniem"- ten paradoksalny wniosek dotyczy każdego innego rodzaju tak zwanego szczęścia. To nie jest średniowieczne "czarnowidztwo", bo każdy bardzo łatwo może uciec od uwikłania w cierpienie przy pomocy nawiązania osobistego kontaktu z Bogiem.
Dlaczego działalność humanitarna i ekologiczna w oderwaniu od Boga przynosi cierpienie? Częściowo wyjaśnił to Wegan, pisząc o niemożliwości określenia właściwego i skutecznego niesienia pomocy ludziom. Trzeba pamiętać (o tym też pisał Wegan), że podstawową zasadą materialnego świata jest oszustwo i złudzenie. Widzimy to w relacjach międzyludzkich i widzimy także w relacjach między zwierzętami.
Hasła ekologiczne i humanitarne są także (częściej niż sądzimy) zwykłym oszustwem. Często tworzą je firmy, żeby po prostu zarobić na wprowadzaniu nowych technologii, które wcale nie muszą być lepsze od dawnych. Obserwujemy zjawisko sztucznego tworzenia grup ludzi "potrzebujących", którzy tak naprawdę wcale tej pomocy nie potrzebują.
Przykładem tego zjawiska jest np. wywożenie do Afryki setek ton przeterminowanego mleka w proszku, a tam na miejscu to mleko rozpuszczane jest w skażonej wodzie, albo tubylcy w ogóle nie wiedzą co z nim robić. Innym przykładem jest rozpowszechnianie kłamstwa o ocieplaniu się klimatu Ziemi.
Inny problem- pomaganie innym. Czy naprawdę to powinno być najważniejsze? Ja tak nie uważam. Przede wszystkim trzeba umieć pomóc samemu sobie, a dopiero potem można zacząć pomagać innym. Pokażę to na przykładzie znajomej pani psycholog. Jest to osoba znerwicowana, rozwiedziona, a jej córka jest narkomanką. Winę za to moim zdaniem ponosi ta pani psycholog, bo jest osobą konfliktową, agresywną i apodyktyczną. Jednak ta pani pracuje w dużej przychodni i codziennie doradza wielu pacjentom. Ja też poradziłam się jej i byłam przerażona jej całkowitym brakiem zrozumienia i empatii. Ta psycholog wierzy, że pomaga innym, poświęca tej pracy całą swoją energię i czas, a tak naprawdę to przeważnie szkodzi swoim pacjentom. I tylko czasami dziwi się, dlaczego wśród jej pacjentów jest tyle przypadków załamań nerwowych i samobójstw.
Dlatego trzeba zacząć od siebie. Znaleźć dla siebie mocną podstawę moralną. Nie szukać jej we własnej działalności dla innych lub dla Ziemi, bo w ten sposób uzależniamy się od czegoś bardzo niepewnego i zawodnego.
Uzależniamy się po prostu od skutków własnych działań.
Ja w pełni popieram Wegana w jego działalności. Ta działalność jest słuszna i dobra. Jednak ja różnię się od Wegana skalą wartości. U mnie na pierwszym miejscu jest Bóg i wszystkie moje działania wynikają z relacji z Bogiem. Wynika z tego właściwie to samo, co u Wegana: poszanowanie przyrody, wegetarianizm, dbałość o wszystkie żywe istoty. Jednak dodatkowo ja jestem naprawdę szczęśliwa, ponieważ moja satysfakcja nie zależy od wyników mojej pracy i działalności. Nie przejmuję się trudnościami ani sukcesami, bo wszystko odnoszę do mojej relacji z Bogiem.
Bóg jest stałym elementem w ciągle zmieniającym się świecie. Bóg nie będzie mi zazdrościł, gniewał się na mnie i pouczał. Jest dla mnie niewyczerpanym źródłem miłości i wsparcia. Można powiedzieć, że jestem naiwna i oszukuję samą siebie. A czy tego samego nie można powiedzieć o Weganie i o innych agnostykach i ateistach? Skąd biorą pewność, że nie oszukują samych siebie?
Jako przykład podam swoje życie prywatne: mam dobrego męża i małego synka. To oczywiście jest dla mnie źródło radości. Ale nawet, gdyby ich nie było i gdybym była starą żebraczką, to i tak byłabym szczęśliwa, bo moja relacja z Bogiem jest czymś trwałym i niezależnym od okoliczności zewnętrznych. Kilka lat temu ciężko zachorowałam i liczyłam się nawet z tym, że mogę umrzeć. Ale rozumiałam, że cierpienie i radość są nierozerwalnie związane z materialnym życiem i nie wpływają na moją relację z Bogiem.
Jest mi przykro, że teraz ludzie wstydzą się mówić o Bogu. Uważają to za zbyt mało intelektualne i wyrafinowane podejście do problemu. A przecież Bóg jest najważniejszą wartością i jedynym ważnym punktem odniesienia. No i znowu widzę, że brzmi to banalnie, jak jakiś oklepany morał. Po prostu trzeba samemu doświadczyć prawdziwej miłości i szczęścia w relacji z Bogiem. Wtedy żadne wyjaśnienia nie będą potrzebne.