Mathura pisze:Święta prawda Prabhu. Święta prawda. Ale póki co niech trwają w złudzeniu swego szczęścia. (zawsze jakiegoś tam szczęścia) Po co im dokładać do pieca skoro i tak tego nie zrozumieją a przyjmą tylko za gadanie wariata.
W moim rozumieniu, problem nie polega na tym, czy komuś mówić o iluzoryczności szczęścia, czy nie, ale w jakości naszej motywacji opartej na własnym doświadczeniu. Mając
vijnanę faktu, że materia nigdy nie da szczęścia duszy, i jednocześnie posiadając wyższy smak wynikający ze świadomego Kryszny życia, można w każdej chwili, w każdej sytuacji i każdej osobie mówić o złych stronach przywiązania do materii, i dobrych stronach przywiązania do Kryszny. Tak robił Śrila Prabhupada. Jego entuzjazm i głębokie przekonanie na temat prawdziwości tego co mówi, nie wynikało jedynie z teoretycznej wiedzy, ale z praktycznego doświadczenia. A szczerość i autentyczność jest w stanie dostrzec i docenić praktycznie każdy.
Wiąże się z tym pewna historia. Pewnego razu kobieta przyszła do swamiego prosząc, aby przekonał jej syna, aby przestał palić. Swami powiedział, aby przyszła za kilka dni. Kiedy to zrobiła, swami przywołał dziecko i dobitnie powiedział: "Palenie szkodzi i nie powinieneś tego więcej robić." Po jakimś czasie matka dziecka wróciła, aby podziękować swamiemu za to, że przekonał jej syna, aby przestał palić. Mam jednak pytanie swamiji - powiedziała. Dlaczego nie powiedziałeś tego od razu mojemu dziecku, ale dopiero za kilka dni. Dlatego, że wtedy jeszcze sam paliłem, i moja słowa nie przyniosłoby żadnego skutku - odpowiedział swami.
Tak więc, gdy samemu nie ma się doświadczenia tego wyższego szczęścia, to przekonywanie innych, szczególnie tych z dobrą karmą i możliwościami zadowalania zmysłów, wygląda po prostu na tanie moralizatorstwo, na nadmierny pesymizm, czy nawet na zazdrość. Ludzie po prostu wyczują jedynie "teoretyczność", a nie praktyczne doświadczenie. Wydaje mi się też, że zadaniem nauczającego bhakty nie jest obrzydzenie uczucia przyjemności, czy szczęścia odczuwanego przez innych, ale próba zainspirowania ich do zrobienia jakiejś służby dla Kryszny, bo służba oddania przyniesie realizację i doświadczenie wyższego smaku tej osobie, jak też i nauczającemu.
Warto też zauważyć, że
janma-mrtyu-jara-vyadhi-duhkha-dosanudarsanam, czyli obserwacja i rozważanie cierpienia powstającego w efekcie przyjęcia materialnych narodzin, śmierci, starości i chorób jest elementem składowym wiedzy, tak jak definiuje ją Śri Kryszna w Bg. 13.8. Bowiem, jaki pisze Śrila Prabhupada, bez tego rodzaju "pesymistycznej" kontemplacji nie będzie bodźca dla robienia postępu w życiu duchowym.
Istnieje też kwestia nastawienia słuchacza. Bhaktividya Purna Maharaja przytoczył w związku z tym interesującą anegdotę. Kiedy na gruncie śastr, mówisz hinduskiemu grihaście, nawet milionerowi na temat iluzoryczności szczęścia wynikającego z życia rodzinnego i zadowalania zmysłów, to pokiwa on z pokorą głową i zgadzając się powie, "tak, to święta racja swamiji. Jestem tak upadły i przywiązany. Co mam więc zrobić swamiji?". Natomiast gdy to samo powiesz zachodniemu słuchaczowi, to w najlepszym przypadku potraktuje Twoje zachowanie jako nietaktowne, i jako oznakę braku wychowania, bo przecież w towarzystwie nie mówi się o nieprzyjemnych rzeczach, a tym bardziej o rzeczach, które stawiałyby w niekorzystnym świetle charakter, nawyki i przywiązania słuchacza. Maharaja wyjaśnił, że różnica w tych dwóch diametralnie różnych reakcjach leży w poziomie pobożności tych osób. Po prostu, przeciętny zachodni słuchacz nie jest zaopatrzony w odpowiednią ilość pobożnych
samskar (subtelnych umysłowych wrażeń, pozostałości z poprzednich wcieleń, i religijnego życia), które posiada jego hinduski odpowiednik, i z tego powodu, nie jest w stanie docenić i przyjąć wartościowych rad odnośnie ostatecznego celu życia.