Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Drodzy Bhaktowie!
Cieszę się, że zdobyłam Wasze uznanie, bo poziom Waszej wiedzy jest nieporównanie większy od mojego. Ja jestem teraz tylko zwykłą gospodynią domową, która zajmuje się swoim małym synkiem, a jeżeli coś czasami do rzeczy napiszę, to nie jest moja zasługa. Śrila Prabhupada wielokrotnie powtarzał, że źródłem wszelkiej inteligencji jest Najwyższy Pan.
Cieszę się, że zdobyłam Wasze uznanie, bo poziom Waszej wiedzy jest nieporównanie większy od mojego. Ja jestem teraz tylko zwykłą gospodynią domową, która zajmuje się swoim małym synkiem, a jeżeli coś czasami do rzeczy napiszę, to nie jest moja zasługa. Śrila Prabhupada wielokrotnie powtarzał, że źródłem wszelkiej inteligencji jest Najwyższy Pan.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Tylko, że Chrześcijanin nie powie " jeżeli (wstaw nazwę religii) ma rację, to należy się z tym zgodzić". Udowodni, że tak naprawdę to nie ma racji, jest to powierzchowne podobieństwo, albo tendencyjnie dobrany cytat, itd. I po co ma szukać drobnych podobieństw gdzieindziej, jeżeli ma wszystko u siebie. Wyjedzie z jakimś cytatem o "piciu z kielicha demonów" i po zawodach.Arleta pisze:Wydaje mi się, że niepotrzebnie tak dużo piszecie o "chrześcijańskiej" i "waisznawickiej" perspektywie. Jest to przecież myślenie typowo dualistyczne, czyli błędne. Przecież tak naprawdę liczy się tylko prawda, a nie nazwy i etykietki. Jeżeli chrześcijaństwo ma w jakiejś sprawie rację, to należy się z tym zgodzić. Tak samo jest z każdą inną wiarą. Przecież Pan Kryszna wyraźnie powiedział: "Porzućcie wszystkie rodzaje religii i podporządkujcie się Mnie".
Dołączam do pochwał, mądrze piszesz. Może znajdziecie z Hotori płaszczyznę dyskusji.
A kościoły protestanckie to .... oskrzela ? A kościoły wschodnie (ormiański, koptyjski, syryjski, etiopski itd.), to.... ee... muszę sobie przypomnieć conieco o układzie oddechowym. [Hotori pisze:[Katolicyzm i Prawosławie to dwa płuca Kościoła Chrystusowego.
Nie jedz na czczo (grafitti)
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Ja bym nie była pewna, że żaden chrześcijanin tak nie powie. Raczej nie powie tego duchowny chrześcijański. A nie powie tego, bo myśli, że taki jest jego obowiązek. Nigdy nie wiemy, w co naprawdę wierzą inni ludzie. Każdy człowiek jest przede wszystkim cenną i wybraną istotą duchową, a nie chrześcijaninem, żydem czy buddystą.
Musimy się oderwać od myślenia dualistycznego, od przyklejania sobie nawzajem etykietek. Wiem, że to bardzo trudne, bo wszyscy byliśmy kiedyś chrześcijanami i wychowano nas "od zawsze" do myślenia w kategoriach nazw i podziałów. Europejczycy mają skłonność do myślenia "sekciarskiego". Dlatego np. w hinduizmie i buddyzmie nie istnieje w ogóle pojęcie sekty, dogmatu, herezji, anatemy itp, a takie pojęcia mają zasadnicze znaczenie np. w chrześcijaństwie. Bhaktowie nawet w ateistycznych buddystach widzą przede wszystkim ludzi dążących do Boga.
Ja codziennie sobie powtarzam, że wszyscy dookoła mnie (nawet teściowa, której nie lubię) są takimi samymi duchowymi istotami, jak ja. Wszyscy oddaliliśmy się kiedyś od Boga i jesteśmy w drodze do Niego. Tylko to jest ważne.
Wszystkie wielkie religie Wschodu odróżniają się od religii abrahamicznych jedną ważną cechą- TOLERANCJĄ. Nie wolno naśladować tych ludzi, którzy chwalą się swoim kodeksem wiary i odrzucają wszystko inne jako zupełnie złe. Tacy ludzie są podobni do zwierząt, bo żadne zwierzę nie jest zdolne do zastanawiania się nad swoim postępowaniem i do przyswajania lepszych wzorców.
Trzeba jednak rozumieć wyznawców innych religii, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Przecież nie wszyscy ludzie są na takim samym poziomie rozwoju duchowego. Ale wszyscy naprawdę wierzący są wyjątkowymi, zaawansowanymi duchowo istotami. I z tego względu należy się im nasz szacunek. Oczywiście wiele osób o demonicznej naturze podszywa się pod osoby wierzące w tym celu, żeby robić zamęt, niezgodę i zaspokajać swoje mordercze instynkty. Takimi osobami byli np. inkwizytorzy. I przy okazji takim demonom udało się skutecznie skompromitować religię chrześcijańską.
A gdyby na świecie nie było chrześcijan? Gdyby cały świat wielbił Pana Krysznę? Gdzie byłyby wtedy nasze zasługi, gdzie byłaby okazja do doskonalenia siebie? Nawet to forum by nie istniało, bo jak widać temat "Hare Kryszna a chrześcijaństwo" należy do najbardziej popularnych.
Musimy się oderwać od myślenia dualistycznego, od przyklejania sobie nawzajem etykietek. Wiem, że to bardzo trudne, bo wszyscy byliśmy kiedyś chrześcijanami i wychowano nas "od zawsze" do myślenia w kategoriach nazw i podziałów. Europejczycy mają skłonność do myślenia "sekciarskiego". Dlatego np. w hinduizmie i buddyzmie nie istnieje w ogóle pojęcie sekty, dogmatu, herezji, anatemy itp, a takie pojęcia mają zasadnicze znaczenie np. w chrześcijaństwie. Bhaktowie nawet w ateistycznych buddystach widzą przede wszystkim ludzi dążących do Boga.
Ja codziennie sobie powtarzam, że wszyscy dookoła mnie (nawet teściowa, której nie lubię) są takimi samymi duchowymi istotami, jak ja. Wszyscy oddaliliśmy się kiedyś od Boga i jesteśmy w drodze do Niego. Tylko to jest ważne.
Wszystkie wielkie religie Wschodu odróżniają się od religii abrahamicznych jedną ważną cechą- TOLERANCJĄ. Nie wolno naśladować tych ludzi, którzy chwalą się swoim kodeksem wiary i odrzucają wszystko inne jako zupełnie złe. Tacy ludzie są podobni do zwierząt, bo żadne zwierzę nie jest zdolne do zastanawiania się nad swoim postępowaniem i do przyswajania lepszych wzorców.
Trzeba jednak rozumieć wyznawców innych religii, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Przecież nie wszyscy ludzie są na takim samym poziomie rozwoju duchowego. Ale wszyscy naprawdę wierzący są wyjątkowymi, zaawansowanymi duchowo istotami. I z tego względu należy się im nasz szacunek. Oczywiście wiele osób o demonicznej naturze podszywa się pod osoby wierzące w tym celu, żeby robić zamęt, niezgodę i zaspokajać swoje mordercze instynkty. Takimi osobami byli np. inkwizytorzy. I przy okazji takim demonom udało się skutecznie skompromitować religię chrześcijańską.
A gdyby na świecie nie było chrześcijan? Gdyby cały świat wielbił Pana Krysznę? Gdzie byłyby wtedy nasze zasługi, gdzie byłaby okazja do doskonalenia siebie? Nawet to forum by nie istniało, bo jak widać temat "Hare Kryszna a chrześcijaństwo" należy do najbardziej popularnych.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Kiedyś gdy byłem małym chłopcem wydawało mi się, że mój ojciec jest kimś bardzo ważnym. Tak mi się wydawało bo w domu wszyscy się z nim liczyli. W miarę mojego dorastania gdy poszerzyło się moje postrzeganie zaczęło docierać do mnie, że wcale nie jest on kimś wyjątkowym. Osób mu podobnych było w koło wiele. Nie był on w zasadzie nikim liczącym się. Ot zwykły robotnik w tak wielu sprawach zależny od osób wyżej stojących w społecznej hierarchii. Czy stracił on w związku z tym w moich oczach? Nie. Był moim ojcem i takim jest dla mnie nadal. Został tylko umiejscowiony w mojej świadomości na właściwym miejscu.Hotori pisze: ,,, a ja wciąż dociekam co z takimi ludźmi jak Ty lub inni, którzy wyprali się Chrystusa dla innej religii. Lub z tymi co jeszcze nic nie wiedzą o Chrystusie?
Moim Panem jest Jezus Chrystus Bóg-Człowiek, taka jest moja wiara i taka jest wiara Kościoła.
Kiedyś gdy byłem małym chłopcem wydawało mi się, że mieszkanie, w którym mieszkałem i podwórko, na którym się bawiłem są bardzo duże. Tyle było tam rożnych zakamarków i tyle zabaw tam odbywałem z moim rodzeństwem i kolegami. Teraz gdy tam niekiedy wracam nie mogę zrozumieć jak to było możliwe. Wszystko jest przecież takie małe. Mój pokój mogę przejść trzema krokami i podobnie podwórko. W jaki sposób mogliśmy tam odgrywać cale piłkarskie turnieje i tyle innych zajmujących zabaw? To mieszkanie i podwórko jawią się teraz jako grajdołek w biedniejszej części miejscowości, w której mieszkałem. Nic szczególnego w porównaniu z innymi. Mają one swój zakamarek w mojej świadomości ale usadowione zostały na odpowiednim miejscu.
Gdy byłem małym chłopcem wydawało mi się, że problemy jakie mi się niekiedy przytrafiały są bardzo poważne. W miarę podrastania zacząłem zauważać, że inni mają problemy o wiele cięższego kalibru niż ja. Gdy widzę teraz z jakimi problemami borykają się ludzie w innych częściach świata to rozumiem jak wielkie szczęście mam, że mnie one omijają. Te moje niby ciężkie problemy z przeszłości i obecne są niczym w porównaniu z ich problemami. Czy są one mniej dla mnie istotne? Nie. Zostały tylko umiejscowione w mojej świadomości na odpowiednim miejscu
Wielu, jeśli nie większość, ludzi na tej planecie myśli, że są pępkiem świata. Myślą, że Bóg z całą swoją potencją twórczą był w stanie stworzyć tylko tę planetkę i tylko na niej umieścić inteligentne życie. Myślą, że ich małostkowe sprawy są bardzo istotne i że Bóg musi im pomóc w ich załatwianiu. Myślą, że Bóg ma tylko jednego syna, i że posłał go na tę planetkę aby zbawić właśnie tych kilka ludzkich istot. Oni uważają, że są aż tak wyjątkowi i istotni w całym ogromnym boskim stworzeniu. To właśnie dla nich przybył Jezus aby za nich wycierpieć. Oni bowiem za siebie sami cierpieć nie są wstanie. Tak są ważni.
Jednak gdy ci ludzie podrosną i ich świadomość nieco się poszerzy dotrze do nich, że w tym olbrzymim wszechświecie istnieje miliony innych zamieszkałych planet. Zauważą, że w tym wszechświecie jest wiele innych form inteligentnego życia. A niektóre z nich stoją w hierarchii o wiele wyżej niż formy ludzkie. Zauważą też, że te inne istoty również mają problemy i to wcale nie mniej istotne niż te nasze tutaj. Może też niektórzy z nich zadadzą sobie pytanie, a dlaczego to właśnie za mnie miałby Jezus cierpieć a nie za tamte istoty skoro ich problemy są większe niż moje? Czy to sprawiedliwe? Czy tamte istoty nie są boskimi dziećmi? A jedli nie to skąd one się wzięły?
Gdy ludzie zaczną dorastać i ich postrzeganie się poszerzy być może zobaczą, że takich wysoko rozwiniętych osób jak Jezus jest w tym wszechświecie całkiem sporo. Zamieszkują oni Tapalaloki, planety w wyższych rejonach wszechświata. To wielcy mędrcy, obdarzeni mistycznymi mocami. Czasami kierowani współczuciem schodzą w niższe rejony aby pomóc zamieszkującym te rejony istotom w ich rozwoju. Nie tylko ludziom na tej malutkiej planetce. Próbują wznieść ich świadomość na wyższe poziomy.
Gdy ludzie zaczną dorastać, a ich świadomość i wiedza się poszerzy, być może dotrze do nich, że ten wszechświat jest tylko jednym z miliardów innych wszechświatów. W tamtych wszechświatach również toczy się życie. Tam również zamieszkujące je istoty mają swoje problemy i walczą o przetrwanie. Maja swoje religie, systemy wierzeń, swoich "Jezusów". Dlaczego to Bóg miałby wysyłać swojego jedynego syna tylko do tego wszechświata i tylko na tę jedną planetkę aby cierpiał za kilku nikczemników? Co z całą resztą innych istot z tego i innych wszechświatów? Może gdy prawda o tym do nich dotrze zreflektują się i przestaną uważać siebie za jedynych wybranych, najważniejszych i najmądrzejszych. czy w związku z tym czyn Jezusa straci na znaczeniu? czy Jezus stracić powinien w naszych oczach? Nie. Powinien jednak zostać usadowiony odpowiednim miejscu w naszej świadomości.
Zadajesz sobie pytanie:
,,, a ja wciąż dociekam co z takimi ludźmi jak Ty lub inni, którzy wyprali się Chrystusa dla innej religii. Lub z tymi co jeszcze nic nie wiedzą o Chrystusie?
Odpowiedź do Ciebie przyjdzie sama gdy zacznie dorastać Twoja świadomość a postrzeganie będzie się poszerzać. Wtedy już inaczej będziesz patrzeć na Jezusa i swoje obecne dociekanie, tak jak ja inaczej patrzę na otoczenie w którym dorastałem.
Nikt z nas Jezusa się nie wyparł. Tak jak nikt raczej nie wypiera się swoich rodziców, nauczycieli, kolegów z dzieciństwa. Oni wszyscy znajdują się w naszej świadomości ale na innych, odpowiednich, zgodnych z naszym obecnym rozwojem miejscach.
Jeśli Jezus jest Twoim Panem, jak twierdzisz, to trzymaj się Go. On zaprowadzi Cię z całą pewnością do Kryszny, gdyż Jego Panem jest nikt inny jak właśnie Kryszna.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Podpisuję się obiema rękami pod Twoimi Mathura poszerzeniami świadomości. Bardzo dobre porównania. Pozdrawiam 
-
Vaisnava-Krpa
- Posty: 4947
- Rejestracja: 23 lis 2006, 17:43
- Lokalizacja: Kraków
- Kontakt:
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Bardzo dobrze napisane. Można to wyjaśnić obrazowo:Kiedyś gdy byłem małym chłopcem wydawało mi się, że mieszkanie, w którym mieszkałem i podwórko, na którym się bawiłem są bardzo duże. Tyle było tam rożnych zakamarków i tyle zabaw tam odbywałem z moim rodzeństwem i kolegami. Teraz gdy tam niekiedy wracam nie mogę zrozumieć jak to było możliwe. Wszystko jest przecież takie małe. Mój pokój mogę przejść trzema krokami i podobnie podwórko. W jaki sposób mogliśmy tam odgrywać cale piłkarskie turnieje i tyle innych zajmujących zabaw? To mieszkanie i podwórko jawią się teraz jako grajdołek w biedniejszej części miejscowości, w której mieszkałem. Nic szczególnego w porównaniu z innymi. Mają one swój zakamarek w mojej świadomości ale usadowione zostały na odpowiednim miejscu.



Wielu, jeśli nie większość, ludzi na tej planecie myśli, że są pępkiem świata. Myślą, że Bóg z całą swoją potencją twórczą był w stanie stworzyć tylko tę planetkę i tylko na niej umieścić inteligentne życie. Myślą, że ich małostkowe sprawy są bardzo istotne i że Bóg musi im pomóc w ich załatwianiu. Myślą, że Bóg ma tylko jednego syna, i że posłał go na tę planetkę aby zbawić właśnie tych kilka ludzkich istot. Oni uważają, że są aż tak wyjątkowi i istotni w całym ogromnym boskim stworzeniu. To właśnie dla nich przybył Jezus aby za nich wycierpieć. Oni bowiem za siebie sami cierpieć nie są wstanie. Tak są ważni.
Jednak gdy ci ludzie podrosną i ich świadomość nieco się poszerzy dotrze do nich, że w tym olbrzymim wszechświecie istnieje miliony innych zamieszkałych planet. Zauważą, że w tym wszechświecie jest wiele innych form inteligentnego życia. A niektóre z nich stoją w hierarchii o wiele wyżej niż formy ludzkie. Zauważą też, że te inne istoty również mają problemy i to wcale nie mniej istotne niż te nasze tutaj. Może też niektórzy z nich zadadzą sobie pytanie, a dlaczego to właśnie za mnie miałby Jezus cierpieć a nie za tamte istoty skoro ich problemy są większe niż moje? Czy to sprawiedliwe? Czy tamte istoty nie są boskimi dziećmi? A jedli nie to skąd one się wzięły?

Gdy ludzie zaczną dorastać i ich postrzeganie się poszerzy być może zobaczą, że takich wysoko rozwiniętych osób jak Jezus jest w tym wszechświecie całkiem sporo. Zamieszkują oni Tapalaloki, planety w wyższych rejonach wszechświata. To wielcy mędrcy, obdarzeni mistycznymi mocami. Czasami kierowani współczuciem schodzą w niższe rejony aby pomóc zamieszkującym te rejony istotom w ich rozwoju. Nie tylko ludziom na tej malutkiej planetce. Próbują wznieść ich świadomość na wyższe poziomy.
Gdy ludzie zaczną dorastać, a ich świadomość i wiedza się poszerzy, być może dotrze do nich, że ten wszechświat jest tylko jednym z miliardów innych wszechświatów. W tamtych wszechświatach również toczy się życie. Tam również zamieszkujące je istoty mają swoje problemy i walczą o przetrwanie. Maja swoje religie, systemy wierzeń, swoich "Jezusów". Dlaczego to Bóg miałby wysyłać swojego jedynego syna tylko do tego wszechświata i tylko na tę jedną planetkę aby cierpiał za kilku nikczemników? Co z całą resztą innych istot z tego i innych wszechświatów? Może gdy prawda o tym do nich dotrze zreflektują się i przestaną uważać siebie za jedynych wybranych, najważniejszych i najmądrzejszych. czy w związku z tym czyn Jezusa straci na znaczeniu? czy Jezus stracić powinien w naszych oczach? Nie. Powinien jednak zostać usadowiony odpowiednim miejscu w naszej świadomości.




Więcej:
http://www.nama-hatta.pl/photogallery.php?photo_id=1462
Oszust zajmuje miejsce nauczyciela. Z tego powodu cały świat jest zdegradowany. Możesz oszukiwać innych mówiąc: "Jestem przebrany za wielbiciela", ale jaki jest twój charakter, twoja prawdziwa wartość? To powinno być ocenione. - Śrila Prabhupada
-
mirek
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Nie wiem, czy Arleta wyparła się Chrystusa w ogóle lub dla innej religii, mam natomiast nadzieję, że dokonała samodzielnego wyboru tego, w co chce wierzyć.Hotori pisze:...a ja wciąż dociekam co z takimi ludźmi jak Ty lub inni, którzy wyprali się Chrystusa dla innej religii.
Niektórzy katoliccy chrześcijanie często piszą w taki sposób, jakby nie mieściło im się w głowie to, że ktoś - zwyczajnie i po prostu - nie chce mówić o Bogu w sposób wywodzący się z ich religijnych wierzeń. Że kogoś bardziej przekonuje czy przemawia do niego inny język (religia).
Jeden chce wierzyć na sposób katolicki (chce mieć takie prawo itd.), w porządku, ale niech nie próbuje czy zabiera takiego samego prawa do wyznawania poglądów religijnych innym wierzącym w Osobowego Boga ludziom.
Czyżby wyznawcy z danej religii rzeczywiście wiedzieli w sposób absolutnie prawdziwy, że wyznawcy z innej religii tkwią w teologicznych błędach? Wystarczy tylko wierzyć tak, jak nakazuje czy mówi im dana religia i już oni to tak właśnie wiedzą?
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Mathura przepięknie opisał drogę wielu ludzi do Pana Kryszny.
Masz rację, że wybór mojej wiary był zupełnie samodzielny. Mnie nie nawrócili jacyś misjonarze. Ja najpierw zaczęłam bardzo szczegółowo poznawać wszystkie najważniejsze religie świata. Pewnie Hotori zdziwiłaby się, ale ja przeczytałam nawet dzieła św. Augustyna i Tomasza z Akwinu, więc znam chrześcijaństwo bardzo dobrze. Spotykałam się z chrześcijanami różnych wyznań, z żydami, mormonami i jakiś czas praktykowałam buddyzm zen. Potem z tej wiedzy przyszło stopniowo rozczarowanie wszystkimi religiami. Czułam w tym wszystkim jakiś fałsz i nie wiedziałam jak mam oddzielić prawdę od przekłamań.
Wreszcie zaczęłam stosować kryterium obiektywnego zastosowania religii w praktyce. Odrzuciłam całą pięknie brzmiącą teologię na zasadzie: "Mówisz, że kochasz swoich bliźnich? No to pokaż rezultaty!" Odrzuciłam też wszystkie piękne "obiecanki" typu "Teraz cierpisz, ale po śmierci dostaniesz piękne miejsce blisko Boga". Odrzuciłam też pogróżki o diable, piekle, potępieniu itp.
Szukałam religii, która nie usiłuje sprzedać naiwnym "kota w worku", która ma efekty tu i teraz. No i po długich poszukiwaniach znalazłam MTŚK. Sama do bhaktów przyszłam. Nie twierdzę, że to jest jakiś absolutny ideał. Ludzie są wszędzie tylko ludźmi i popełniają błędy. Ale MTŚK zdecydowanie popełnia ich mniej i nie wciska ludziom obiecanek bez pokrycia. MTŚK mówi: "Szukasz szczęścia? Dostaniesz je tu i teraz! Szukasz bezpośredniego związku z Bogiem? Znajdziesz go! Chcesz naprawdę pomagać innym ludziom? My ci to umożliwimy!" I to się sprawdza w praktyce.
Oczywiście moja droga od chrześcijaństwa do MTŚK nie była taka zupełnie "na zimno" przemyślana. Były duchowe kryzysy, załamania, rozpacz, poczucie pustki i braku sensu. Ale było warto się pomęczyć, żeby trafić do celu!
Oczywiście, że nigdy nie wyparłam się Jezusa. Po co miałabym to robić? Przecież jako dziecko kochałam Jezusa moją pierwszą w życiu miłością. Była to oczywiście miłość niedojrzała, dziecinna, takie naśladownictwo dorosłych. Kiedy dorastałam i lepiej poznawałam chrześcijaństwo, zdawałam sobie coraz bardziej sprawę z niedoskonałości tej miłości i tej religii. Wyrosłam w końcu z tego uczucia, ale nie zamierzam kłamać, że tej miłości nigdy nie było.mirek pisze:Nie wiem, czy Arleta wyparła się Chrystusa w ogóle lub dla innej religii, mam natomiast nadzieję, że dokonała samodzielnego wyboru tego, w co chce wierzyć.
Masz rację, że wybór mojej wiary był zupełnie samodzielny. Mnie nie nawrócili jacyś misjonarze. Ja najpierw zaczęłam bardzo szczegółowo poznawać wszystkie najważniejsze religie świata. Pewnie Hotori zdziwiłaby się, ale ja przeczytałam nawet dzieła św. Augustyna i Tomasza z Akwinu, więc znam chrześcijaństwo bardzo dobrze. Spotykałam się z chrześcijanami różnych wyznań, z żydami, mormonami i jakiś czas praktykowałam buddyzm zen. Potem z tej wiedzy przyszło stopniowo rozczarowanie wszystkimi religiami. Czułam w tym wszystkim jakiś fałsz i nie wiedziałam jak mam oddzielić prawdę od przekłamań.
Wreszcie zaczęłam stosować kryterium obiektywnego zastosowania religii w praktyce. Odrzuciłam całą pięknie brzmiącą teologię na zasadzie: "Mówisz, że kochasz swoich bliźnich? No to pokaż rezultaty!" Odrzuciłam też wszystkie piękne "obiecanki" typu "Teraz cierpisz, ale po śmierci dostaniesz piękne miejsce blisko Boga". Odrzuciłam też pogróżki o diable, piekle, potępieniu itp.
Szukałam religii, która nie usiłuje sprzedać naiwnym "kota w worku", która ma efekty tu i teraz. No i po długich poszukiwaniach znalazłam MTŚK. Sama do bhaktów przyszłam. Nie twierdzę, że to jest jakiś absolutny ideał. Ludzie są wszędzie tylko ludźmi i popełniają błędy. Ale MTŚK zdecydowanie popełnia ich mniej i nie wciska ludziom obiecanek bez pokrycia. MTŚK mówi: "Szukasz szczęścia? Dostaniesz je tu i teraz! Szukasz bezpośredniego związku z Bogiem? Znajdziesz go! Chcesz naprawdę pomagać innym ludziom? My ci to umożliwimy!" I to się sprawdza w praktyce.
Oczywiście moja droga od chrześcijaństwa do MTŚK nie była taka zupełnie "na zimno" przemyślana. Były duchowe kryzysy, załamania, rozpacz, poczucie pustki i braku sensu. Ale było warto się pomęczyć, żeby trafić do celu!
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Doskonale rozumiem Hotori. Ja też w okresie mojego rozczarowania katolicyzmem przeżyłam fascynację teologią prawosławną. Muszę obiektywnie stwierdzić, że jest to teologia nieporównanie bardziej uduchowiona i piękniejsza od teologii katolickiej. Zachowuje entuzjazm wiary pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nie jest zepsuta całym tym "pseudonaukowym" przerabianiem wiary (m.in. przez Tomasza z Akwinu), które zrobiło z religii biurokrację.hotori pisze:Ja by zrozumieć chrześcijaństwo sięgnęłam do prawosławia
Ale tu znowu trzeba odwołać się do złotej zasady: "Zobacz rezultaty praktyczne tej pięknej teologii". I oto co widzimy: okrutne prześladowania "heretyków", gorszące kłótnie o to, czy przeżegnać się dwoma czy trzema palcami, wyrzucanie z Kościoła ludzi za to, że nie zgadzają się z jednym przecinkiem w jakimś tekście, wreszcie całkowita bezsilność w obliczu zagrożenia ze strony ateizmu.
Co do "dwóch płuc Kościoła". Byłam niedawno na Świętej Górze Grabarce (to jest żeński klasztor prawosławny koło Siemiatycz, zresztą wyjatkowo piękny). W głównej gablocie wisiała wielka instrukcja dla wiernych tłumacząca szczegółowo, dlaczego katolicyzm jest herezją. O tym, jak w praktyce prawosławie jest oceniane przez katolicyzm, nie musimy chyba tu mówić, bo to jest jasne. Więc raczej to nie są dwa płuca, tylko dwa zupełnie odrębne i nieprzyjazne organizmy.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
-
mirek
Re: Hare Kryszna a chrześcijaństwo
Innymi słowy warto szukać dotąd, dopóki się nie znajdzieArleta pisze:Masz rację, że wybór mojej wiary był zupełnie samodzielny. Mnie nie nawrócili jacyś misjonarze. [...] No i po długich poszukiwaniach znalazłam MTŚK.
Dla Hotori czymś takim może być katolicyzm, chyba jej tego nie zabraniasz?