Samuel pisze:A na przyklad dla mnie szczesciem jest postepowanie wedlug wlasnej fantazji i zycie tak, jak zyje teraz

Nie sadze, abym czul sie bardzo szczesliwy przestrzegajac zalecen, z ktorymi wewnetrznie sie nie zgadzam.
A jesli istnieje jakies obiektywne zewnetrzne szczescie, to ja poprosze dwa kilo

Z jednej strony mówisz, że jeste? szczę?liwy, a z drugiej, że jakby było jakie?
obiektywne zewnętrzne szczę?cie to wzi?łby? dwa kilo. Jeżeli kto? jest naprawdę szczę?liwy czyli w pełni w sobie usatysfakcjonowany to nie prosi o dodatkowe szczę?cie. To jak to z Tob? jest drogi Samuelu, jeste? szczę?liwy czy nie?
Z drugiej strony, według mnie nie ma czego? takiego jak
zewnętrzne szczę?cie. Szczę?cie jest
wewnętrznym i permanentnym stanem naszego indywidualnego ducha, a nie zewnętrznie serwowanym przydziałem na dobra materialne i odbieranie z nich przyjemno?ci zmysłowo-psychicznej.
Większo?ć z nas ma ten sam problem co i Ty, bo utożsamiaj?c się z materialnym ciałem i umysłem, i nie znaj?c naszej prawdziwej duchowej i wiecznej tożsamo?ci, uważamy za szczę?cie to co sprawia zewnętrzn? przyjemno?ć naszego ciału i umysłowi. Życie duchowe służy wła?nie oczyszczeniu umysłu z tych zewnętrznych do naszej natury duchowej, egocentrycznych tendencji.
Dlatego w Bhagavad-gicie 2.59, Pan Kryszna mówi (może kto? mnie proszę poprawi, bo tłumaczę "z rękawa", z braku w domu polskiej BG.):
"Uwarunkowana dusza może powstrzymać się od zadowalania zmysłów, chociaż smak do obiektów zmysłów pozostaje. Jednakże, poprzez zaprzestanie tego typu działań, do?wiadcza ona wyższego smaku i jest wła?ciwie usytuowana w ?wiadomo?ci."
Zauważ Samuelu, że Kryszna wcale nie mówi, że poprzez sam? wiarę "w Lenina" i przestrzeganie nakazów pism objawionych i procesu duchowego, kto? natychmiast, z dnia na dzień realizuje swoj? czyst? duchow? naturę
sat-cit-ananda (wieczno?ć, wiedzę i transcendentalne szczę?cie) i nie jest już w żadnym stopniu przyci?gany przez fałszyw? koncepcję życia. Aczkolwiek, w bardzo nielicznych przypadkach może tak się zdarzyć, to jednak dla większo?ci uwarunkowanych dusz, jest to proces bardzo stopniowy, wymagaj?cy ogromnej dozy determinacji oraz ?wiadomej walki z chorobliwymi tendencjami.
Z tego wła?nie powodu, proces przywrócenia naszej pierwotnej duchowej tożsamo?ci, jest przyrównany do sytuacji pacjenta chorego na żółtaczkę, który przyjmuje cukier "candy" (skrystalizowany cukier z trzciny cukrowej), będ?cy lekarstwem na tę chorobę. Z powodu swojego chorobliwego stanu, pacjent ten czuje jedynie w ustach gorycz, podczas gdy dla zdrowego człowieka sugar "candy" ma wy?mienity, słodki smak. Poprzez regularne przyjmowanie cukru "candy", choroba stopniowo odchodzi, a wypaczony gorzki smak, stopniowo przeradza się w słodko?ć cukru.
Wariat podaj?cy się za Napoleona, nie jest w stanie wydać poprawnej diagnozy na temat chorobliwego stanu w jakim się znajduje, oraz przepisać sobie wła?ciwej kuracji. Do tego potrzebny jest wykwalifikowny lekarz. Podobnie nasz obecny stan ?wiadomo?ci, z naszym utożsamianiem się z materi? (zmysłami i umysłem), jest pewnego rodzaju chorob? psychiczn?. Diagnoza i kuracja musz? być więc zalecone przez samozrealizowan? i w pełni kwalifikowan? komisję duchowych lekarzy zwanych guru-?astra-sadhu (mistrz duchowy, pisma objawione oraz inne samozrealizowane osoby).