Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Tylko jedna droga jest prawdziwa - droga do Boga. " Prawdziwym interesem wszystkich żywych stworzeń – w istocie, celem życia – jest powrót do domu, do Boga. Jest to korzystne dla nas samych, naszej żony, dzieci, uczniów, przyjaciół, rodaków i całej ludzkości. Ruch świadomości Kryszny może udzielić wskazówek względem zarządzania, dzięki któremu każdy będzie mógł wziąć udział w czynnościach świadomych Kryszny i osiągnąć ostateczny cel." - 07.15.65 Zn.
mirek

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: mirek » 13 maja 2011, 21:31

Dziękuję za Twoje odpowiedzi Prabhuji :D ,
taką właśnie miałem nadzieję, że i Ty odezwiesz się w tym temacie :)
Nie wiem, w na ile niefortunnej sytuacji znajduje się Arleta, ale w związku z tym przyszło mi do głowy to, co Śrila Prabhupada pisze np. w znaczeniu do 12 rozdziału (12 wersetu) Bhagavad-gity:

"Ci, którzy rzeczywiście nie są w stanie przestrzegać zasad świadomości Kryszny, powinni kultywować wiedzę, gdyż poprzez tę wiedzę będą mogli zrozumieć swoją rzeczywistą pozycję. Stopniowo wiedza rozwinie się w medytację. Poprzez medytację można, w procesie stopniowym, zrozumieć Najwyższego Osobowego Boga." (pogrubienie moje)

Czy powinniśmy kogoś zachęcać do procesu Świadomości Kryszny w Hare Kryszna, jeśli ktoś specjalnie tego nie chce, ale i nie porzuca do końca itp?

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Purnaprajna » 14 maja 2011, 15:02

Arleta pisze:4) Budda (i kilku Jemu podobnych) pokazał, że może istnieć moralność bez teologii. To po co tworzyć teologię?


Należy zacząć od tego, że teologia wedyjska jest apauruszeja, czyli nie jest tworem ludzkiej wyobraźni, ale wiedzą o Absolutnej Rzeczywistości i Prawdzie taką jaka Ona jest, objawioną dla korzyści uwarunkowanych dusz przez samego Boga. Odnośnie Twego przykładu, to pokazanie, że można coś robić bez wiedzy o wyższym, transcendentnym celu (osobie Kryszny) nie jest dowodem na to, że taki cel (i wiedza o nim) nie istnieje, że nie mamy z nim związku, lub że nie ma potrzeby, aby do niego dążyć. Co więcej, moralność bez teologii jest konceptem samo-ograniczającym się i wewnętrznie sprzecznym, co postaramy się poniżej wyjaśnić .

Teologia wedyjska stanowi wastu-traję, czyli wiedzę o związku (sambandha-gjana) pomiędzy nami, Bogiem i materią, oraz pomiędzy Bogiem i materią, wiedzą o prawidłowej emocjonalnej ekspresji tego związku (abhidheja-gnana), oraz wiedzą o ostatecznym celu tego działania w związku z Prawdą Absolutną (prajodżana-gjana). Jako że wedyjska teologia zawiera w sobie wszystkie aspekty rzeczywistości: Boga, materię i ducha, to w naturalny sposób, pytanie o to, co jest dla nas dobre, a co złe (moralność) jest integralną częścią tejże teologii i praktycznego życia. Aby mieć z czymś lub kimś udany związek i odnieść sukces w działaniu, musimy zastosować się do prawideł gry już wcześniej ustanowionych przez Boga. Z tego powodu, wkładanie palców do kontaktu, jedzenie super kleju, czy nie wyniesienie śmieci, w przeciągu kilkunastu sekund od momentu, kiedy poprosiła nas o to nasza żona nie jest polecane, gdyż jest niezgodne z ich i naszą inherentną naturą oraz przeznaczeniem, co musimy uszanować, jeżeli pragniemy bezproblemowej interakcji i udanego z nimi związku. To samo odnosi się do Boga, innych ludzi, zwierząt, roślin, et cetera.

Moralność jest życiową filozofią wprowadzoną w czyn. Zasady właściwego postępowania istnieją po to, aby wytworzyć i odżywić rasę, czyli emocjonalny smak pochodzący z interakcji z otaczającym nas światem. To daje szczęście, i tego wyłącznie szukają wszyscy ludzie - emocjonalnej interakcji (rasy). Aby jednak doświadczyć uczucia szczęścia, potrzebne jest odpowiednie działanie, na bazie (transcendentnej) wiedzy. Jest to niczym instrukcja obsługi naszego życia, opisująca najlepszy sposób interakcji z otoczeniem, w celu osiągnięcia najbardziej satysfakcjonujących nas wyników. Dlatego tak ważnym jest źródło pochodzenia akceptowanych i stosowanych przez nas zasad. Jest oczywistym, że najlepszy rezultat interakcji otrzymuje się stosując się ściśle do wskazówek producenta produktu, którym w przypadku wszystkiego, jest Kryszna.

Jeżeli wszystko jest energią Kryszny, włącznie z nami, to wchodząc w interakcje z czymkolwiek, czy to z materią ożywioną, czy nieożywioną zawsze wchodzimy w kontakt z Kryszną (mamy z nim pośrednią emocjonalną rasę), i bezustannie jesteśmy zmuszeni do czynienia moralnych wyborów, stosownie do obranego przez nas systemu wartości. Dlatego idea, że należy przestrzegać zasad właściwego postępowania jedynie w stosunku np. do ludzi, natury, czy białych wielorybów, a wykluczyć z tej interakcji Boga/Parabrahmana/Prawdę Absolutną, czyli źródło i substancję tego wszystkiego, jest ideą nie tylko niezwykle ograniczoną, i świadczącą o zupełnym braku duchowej świadomości i zrozumienia, ale przede wszystkim ideą wewnętrznie sprzeczną, bo nie można mieć emocjonalnie żyznego życia rodzinnego, wykluczając przy tym z niego wszystkich członków naszej rodziny. Tego typu myślenie jest konsekwencją niewiedzy, czyli braku teologii, objawiającej się w pełnej formie wedyjskiej wastu-traji.

Źródłem i perfekcją moralności (niti) jest dharma, czyli zasady i obowiązki życia zgodnego z planem Boga. Ostatecznym celem tych zasad jest rozwinięcie, wolnej od materialnych motywacji miłości do Boga (prema-rasa). Niti, które nie opiera się na wiecznej dharmie jest współczesnym wymysłem, w którym, to wydumane przez człowieka zasady etyczne zmieniają się w zależności od indywidualnych preferencji, czasów, kierunku wiatru, nastroju, poziomu wody w Wiśle, czy tymczasowej mody lansowanej przez pewną grupę ludzi, lekceważąc przy tym wieczną naturę własnej, duchowej jaźni, jako sługi Kryszny, czego rezultatem są zazwyczaj nieprzyjemne karmiczne konsekwencje, bo na jak długo, nasza prywatna opinia, że Elvis Presley nadal żyje, utrzyma go rzeczywiście przy życiu?

Kultywowanie wymyślonej, i niemającej podstaw w śastrach moralności, prowadzi do relatywizmu moralnego i związanych z tym problemów, gdzie według systemu wartości mojej społeczności, zjedzenie na obiad, zarówno Ciebie, jak i Twojego dziecka jest czymś dobrym, a według Twojego, jest czymś złym. Jest to wolna amerykanka, gdyż jedynie subiektywna, uwarunkowana świadomość jednostki jest wyznacznikiem moralnego działania. Ważna jest więc perspektywa i punkt odniesienia zasad moralnych. W kulturze wedyjskiej tym centralnym punktem odniesienia jest oczywiście Bóg, a zasady postępowania są opisane w literaturze wedyjskiej, wraz z opcją interpretacji ich przez samozrealizowane, znające osobiście Boga osoby, odpowiednio do konkretnej, zaistniałej sytuacji. W systemach poza-wedyjskich, szczególnie tych współczesnych, punktem odniesienia jest jedynie psycho-fizyczna przyjemność człowieka, a nie wieczny, i naturalny związek duszy z Bogiem.

Istnieje wiele poziomów moralności, co jest związane ze stanem świadomości uwarunkowanej dżiwy. Ale o tym, już może innym razem.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2011, 16:00 przez Purnaprajna, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Mathura
Posty: 994
Rejestracja: 15 cze 2007, 12:02
Lokalizacja: Sławno

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Mathura » 14 maja 2011, 16:00

mirek pisze: Czy powinniśmy kogoś zachęcać do procesu Świadomości Kryszny w Hare Kryszna, jeśli ktoś specjalnie tego nie chce, ale i nie porzuca do końca itp?
Czy należy zrozumieć, że ten ktoś praktykuje proces Świadomości Kryszny ale nie w Hare Kryszna?

mirek

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: mirek » 14 maja 2011, 16:55

Mathura pisze:
mirek pisze: Czy powinniśmy kogoś zachęcać do procesu Świadomości Kryszny w Hare Kryszna, jeśli ktoś specjalnie tego nie chce, ale i nie porzuca do końca itp?
Czy należy zrozumieć, że ten ktoś praktykuje proces Świadomości Kryszny ale nie w Hare Kryszna?
Nie Prabhu, moje pytanie dotyczyło sytuacji, kiedy ktoś ma jakieś problemy z praktykowaniem bhakti-yogi w MTŚK z różnych powodów, np. Śrila Prabhupada w znaczeniu pisze: „jeśli ktoś bezpośrednio angażuje się w czynności świadomości Kryszny, może spotkać się ze sprzeciwami członków rodziny czy z wieloma innymi kłopotami." (Bhagavad-gita 12.11, znaczenie)
Może on wówczas nie chcieć - w jakiś specjalny sposób - się angażować (bezpośrednio, patrz cytat), lecz z drugiej strony nie chce także zupełnie porzucić.

Awatar użytkownika
Mathura
Posty: 994
Rejestracja: 15 cze 2007, 12:02
Lokalizacja: Sławno

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Mathura » 14 maja 2011, 20:05

Praktykować Świadomość Kryszny można na wiele sposobów i w róznym stopniu. Mozna czytać książki, myśleć o Krysznie, słuchać wykładów czy muzyki używając słuchawek. Nie trzeba nic robić w sposób ostentacyjny, który niepokoi czlonków rodziny, czy tez z innych powodów sprawia tej osobie kłopot, z którym nie może sobie poradzić. To kwestia indywidualnej sytuacji i chęci. Nakłaniać nie ma sensu. Warto pomagać ale nie narzucając się. Jeśli jest to Twój znajomy i spotykacie się to częstuj go prasadam, nie zrywaj kontaktu, bądź życzliwy. Im więcej ta osoba będzie miała kontakt z bhaktami tym dla niej lepiej, nawet jeśli w przyszlości calkowicie zarzuci jproces.

mirek

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: mirek » 15 maja 2011, 14:34

Dziękuję Prabhu,
rozważałem taką hipotetyczną sytuację (faktycznie, nic na siłę), ale w rzeczywistości to mam znajomego, który czytał książki Śrila Prabhupada dostarczone przeze mnie :) oraz różne wykłady, artykuły. Dawno go już nie widziałem :(
Już sam wegetarianizm może być przyczyną wielkiego niepokoju rodziny (doświadczyłem tego osobiście).
Niepokój potrafią też wywołać kwestie religijne, np. typu: "Przecież tylko Jezus, nikt inny, ty zdrajco wiary przodków". On/ona czyta książki jakiegoś hinduisty.
Pewien ksiądz na kazaniu podawał różne przykłady i ostrzegał: "To znak, że coś się dzieje" :twisted:

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Purnaprajna » 16 maja 2011, 13:18

Arleta pisze:5) Wszystkie organizacje są do siebie podobne. ISKCON też przypomina wszystkie inne podobne organizacje religijne, np. scjentologię, mormonów itd. Te same wspólnoty, te same sposoby wykorzystywania zdolności i pracy ludzi. Gdzie jest jakaś wyjątkowość ISKCON-u? Ja jej niestety nie widzę...
Wyjątkowość leży w celu, którym jest zachęcenie i edukacja ludzi w pełnieniu transcendentalnej służby oddania dla Kryszny, co jest ostatecznym celem ludzkiego życia. Jest to wyjątkowość nie tylko w skali tej planety, ale i całego wszechświata, gdyż stawia ideę bhakti ponad karmą i gjaną, które są standardem w uwarunkowanym życiu żywej istoty.
Arleta pisze:6) Religia tworzy różne dziwaczne zabobony, które z czasem przesłaniają istotę wiary, np. modlitwy stają się zaklęciami, amulety, obrazki i kosztowne ceremonie zastępują wiarę.
To już było wspomniane poprzednio. Religia bez filozofii/teologii jest sentymentalizmem, lub fanatyzmem. Natomiast filozofia/teologia bez religii (jako społecznej kultury) jest bezużytecznym wygibasem umysłowym. Dlatego oba aspekty muszą być obecne; kultura (religia) musi być oparta na filozofii/teologii śastr.
Arleta pisze:7) Zauważyłam, że inicjacje niektórym wielbicielom niewiele dają i niczego nie gwarantują, np. wielu odchodzi lub prezentuje bardzo niski poziom wiedzy religijnej oraz etyki (tak się stało w przypadku podwójnie inicjowanej Lotty Danielson, autorki "Hare Kryszna- Droga donikąd"). Co dają tego rodzaju "chybione" inicjacje i raczej coś nie jest w porządku jeśli takie nieprzemyślane inicjacje mają miejsce?
Niewielu z nas ma odpowiednie kwalifikacje, aby wejść do rodziny Kryszny. Jednak bhaktowie są tak miłosierni, że zapraszają do niej wszystkich tych, którzy pokazali chociaż niewielką iskierkę entuzjazmu i nadziei. Ta iskierka może potem przeistoczyć się w wielki ogień, lub też zagasnąć. Szansa została nam dana, jednak wybór należy już do nas samych. Rytuał inicjacji stanowi oficjalne zaproszenie, a nie jest magicznym zaklęciem, odbierającym nam wolną wolę i czyniącym z nas kogoś innego niż jesteśmy.
Arleta pisze:8 ) Dawanie sannjasy młodym chłopakom to chyba nieporozumienie. Powinno się ją dawać tylko osobom starszym, bo jak pokazuje życie- celibat jest bardzo trudny w praktyce. To jest podobny problem jak z inicjacjami- dawane są zbyt łatwo i zbyt szybko.
Wyjątkowe sytuacje wymagają wyjątkowych metod. Dlatego w początkach istnienia ISKCONu Śrila Prabhupada podjął takie ryzyko w celu szybszego szerzenia Ruchu Pana Ćajtanji. W tej chwili, sannjasa dawana jest starszym wiekiem osobom, które na przestrzeni lat potwierdziły swoją duchowość dojrzałość, a nawet wtedy, zazwyczaj są one umieszczane na liście oczekujących na sannjasę, co trwa dodatkowych kilka lat. Jeżeli chodzi o dawanie inicjacji, to w praktyce zależy to od danego mistrza duchowego, chociaż w ISKCONie istnieje jakiś minimalny czas oczekiwania (nadal rok?), w celu potwierdzenia determinacji i szczerości kandydata.
Arleta pisze:Podsumowując: nie stałam się ateistką, to są tylko moje przemyślenia i wątpliwości. Moim zamiarem nie jest obrażanie wiary wielbicieli, tylko podzielenie się moimi wątpliwościami. Chyba zrobiłam to niezbyt udanie, ale lepiej niestety nie potrafię za co przepraszam.
Nie jesteś sama i odosobniona. Wątpliwości ma każdy z nas, bo nasze przywiązania i wpływ energii iluzorycznej Kryszny na nasze życie jest bardzo silny. Posiadanie wątpliwości może być też naszą siłą, gdyż ich rozwianie i posunięcie się naprzód, wymaga poświęcenia energii i czasu, co jest bardzo korzystne. Jesteś osobą bardzo inteligentną, wnikliwą i wrażliwą, i dlatego życzę Ci, aby Kryszna, jak najszybciej pomógł Ci rozproszyć te wątpliwości, tak, abyś potem mogła pomóc i nam w ich rozwianiu. Serdecznie życzę Ci powodzenia Arleto! :D

Arleta
Posty: 514
Rejestracja: 25 lis 2010, 10:05
Lokalizacja: Katowice

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Arleta » 17 maja 2011, 22:13

Cieszę się, że zdecydowałam się podzielić swoimi wątpliwościami. Oczywiście były przesadzone, bo mogę być rozczarowana i zniechęcona postawą niektórych wielbicieli lub organizacją ISKCON-u, ale prawdą jest, że bez wielbicieli i ISKCON-u ani ja ani inni ludzie nigdy nie usłyszelibyśmy o świadomości Kryszny.

Czyli są błędy, ale błądzić jest rzeczą ludzką i widocznie nie ma na to rady. Nie mogę się zdecydować na żadnego guru, bo po prostu za mało mam zaufania i możliwości. Staram się za to (chociaż nie zawsze mi to się udaje) słuchać wskazówek Śrila Prabhupady, którego uważam za mojego mistrza duchowego. Chciałabym szerzej zanalizować ten temat, ale mam teraz tyle kłopotów (np. opisaną stłuczkę samochodową) i tak mało czasu, że muszę to odłożyć na przyszłość. Dziękuję za wyjaśnienia, które pomogły mi wiele rzeczy zrozumieć.
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.

mirek

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: mirek » 23 maja 2011, 11:18

Purnaprajno, napisałeś wcześniej:
Purnaprajna pisze: Wątpliwość jest tylko do czasu oznaką inteligencji. Jeśli ostatecznie odrzucimy wszelkie pewniki, i zaczniemy we wszystko wątpić, to stajemy się wytykanymi palcami i przedrzeźnianymi przez dzieci, życiowymi niedojdami, których nikt nie bierze na poważnie. Dlatego każda filozofia, czy światopogląd, nawet buddyzm, opiera się na jakichś przyjętych na wiarę pewnikach, bo odrzucenie ich, czyni niemożliwym formułowanie jakichkolwiek prawd na temat natury rzeczywistości. Dopiero akceptując istnienie i konieczność przyjęcia na wiarę przez każdego człowieka, pewnych epistemologicznych, nie wymagających dowodów założeń/pewników, możemy rozpocząć dyskusję nad jakością czyjejś swartha-anumany i słusznością w nią wiary, oraz analizę spójności i pełności czyjegoś światopoglądu, włączając w to egzystencję Boga.
Swego czasu Arkadiusz otworzył temat: Bóg - teizm & ateizm
http://forum.nama-hatta.pl/viewtopic.php?f=7&t=1110

w którym jest tego rodzaju wypowiedź:
brysztofor pisze: Ateizm nie jest wiara. Ateizm to odmowa przyjmowania czegokolwiek 'na wiare' - czyli bez dowodow. Dlaczego nie wierze? - bo nie mam dowodow. Istnienie boga nie jest aksjomatem jak sugeruje ten pan. Logika nie zaklada uwierzenia w nic. Logika jest jak najbardziej uprawniona do wnioskowania w sprawach boga. "Logika dotyczy konsekwencji wnioskowania z zalozen" - na jakich podstawach zakladasz wiec ze bog istnieje? Na pochwale zasluguje natomiast powstrzymanie sie przed zwerbowaniem 14-latki.

Dobranoc
W świetle tego, co napisałeś Prabhu, wynika, że pan Brysztofor padł tu ofiarą własnej logiki, ponieważ w ostatecznym rozrachunku nie da się nie przyjąć czegoś na wiarę, prawda?

Awatar użytkownika
Purnaprajna
Posty: 2267
Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
Kontakt:

Re: Czy ateizm i buddyzm mają rację?

Post autor: Purnaprajna » 23 maja 2011, 17:50

Na to wygląda. Prawdopodobnie wierzy on, że Bóg nie istnieje jedynie na bazie dowodu, dostarczonego mu jedynie przez materialne zmysły i umysł, które z samej swojej natury nie mają żadnego dostępu do sfery transcendencji. A więc jego opinia, co do nieistnienia Prawdy Absolutnej usytuowanej na transcendentnym do zmysłów, umysłu i inteligencji planie, automatycznie może być zaklasyfikowana jako wyznanie wiary. Tak jak próby zmierzenia temperatury powietrza za pomocą stopera będą uważane za niepoważne, tak też dyskusje na temat istnienia, czy nieistnienia Boga, bez poważnych prób wzniesienia własnej świadomości ponad materialny plan poprzez rozwinięcie ruci, czyli smaku do transcendencji umożliwiającego zrozumienie natury bhakti, zawsze będą stratą czasu. Powyższe odnosi się zarówno do tzw. wierzących, jak i niewierzących.

ODPOWIEDZ