Ja nie zgadzam się z pojęciem "materialnego szczęścia". Wielokrotnie i wystarczająco jasno pisałam, że coś takiego naprawdę nie istnieje.mirek pisze:Arleto,
czyżbyś naprawdę nie zgadzała się z tym, że ateista może znaleźć materialne szczęście na tym świecie?
Owszem, w porównaniu do tego wiecznego szczęścia (Ś.B.7.7.45) jest ono nic nie znaczące, ale to nie znaczy, że ktoś (ateista) nie może go osiągnąć.
Według mnie Mastermind przedstawił ten temat wystarczająco jasno.
Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Najważniejszy jest człowiek, a nie idea.
-
mirek
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Jeżeli Śrila Prabhupada pisze, że "tak zwana radość płynąca ze społeczeństwa, przyjaźni i miłości jest po prostu bezużyteczna i nic nie znacząca." to jak może ona nie istnieć?Arleta pisze:Ja nie zgadzam się z pojęciem "materialnego szczęścia". Wielokrotnie i wystarczająco jasno pisałam, że coś takiego naprawdę nie istnieje.
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Szczęście materialne oczywiście istnieje. Nie można twierdzić, że go nie ma. Gdyby tak to należałoby stwierdzić, że nieszczęście materialne również nie występuje. Poza tym rozszerzając pojęcie można by zaprzeczyć istnienia wszystkiego co materialne w tym całego materialnego stworzenia. A jednak stworzenie materialne jest.
Szczęście materialne występuje i w różnym stopniu doznajemy go. Nie jesteśmy przecież na takim poziomie aby twierdzić, że całkowicie zatopieni jesteśmy w duchowej energii. Przynajmniej ja nie jestem. Jednak z natury rzeczy materialne szczęście nie jest czymś trwałym, nie przynosi większej satysfakcji i wymieszane jest zazwyczaj z jakimś rodzajem cierpienia.
Szczęście materialne występuje i w różnym stopniu doznajemy go. Nie jesteśmy przecież na takim poziomie aby twierdzić, że całkowicie zatopieni jesteśmy w duchowej energii. Przynajmniej ja nie jestem. Jednak z natury rzeczy materialne szczęście nie jest czymś trwałym, nie przynosi większej satysfakcji i wymieszane jest zazwyczaj z jakimś rodzajem cierpienia.
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Wiara w Boga jest niewątpliwie ważna, ale należy ją najpierw dokładnie zdefiniować, na bazie śastr, co starałem się uczynić w tym krótkim eseju: "Wierzę w Boga. I co z tego?". Często zdarza się bowiem, że osoba, która nie uważa się oficjalnie za ateistę, jest nim w sferze psychologicznej, co zresztą i tak w końcu wyjdzie na jaw w jakości jej czynów. Klasycznym tego przykładem jest guru asurów (demonów) Śukracaraja. Jest on bardzo potężnym i inteligentnym braminem i nie tylko wierzy w Boga (sanskryckie astikya, co jest cechą bramińską wymienioną w Bg. 18.42), ale i jest Go w stanie osobiście oglądać. Pomimo tego, że "wierzy w Boga" (nie jest więc ateistą), to sam jest asurą , a przy tym duchowym przywódcą asurów, gdyż nie akceptuje autorytetu Najwyższego Pana, co było widoczne, kiedy odradził Bali Maharajowi, kiedy ten został poproszony, aby dać niewielką jałmużnę Panu Vamanadevie, zdając sobie dobrze sprawę z tego, że jest on samym Wisznu. Pomimo tej oczywistej niechęci do podporządkowaniu się Bogu, Kryszna w Bg 10.37 wymienia Śukracarję/Uśanę jako wielkiego myśliciela, który jest przykładem Jego osobistego bogactwa (vibhuti).
Z powyższego powodu, Śri Kryszna w Bhagawad-gicie 16.6 nie kategoryzuje uwarunkowanych dusz w materialnych wszechświatach na "teistów" i "ateistów", ale na daiva, czyli osoby o boskiej mentalności oraz asury, czyli osoby o demonicznej mentalności.
"O synu Prthy, w świecie tym są dwa rodzaje istot. Jedne z nich nazywane są boskimi, drugie – demonicznymi. Wyjaśniłem ci już dokładnie cechy boskie, teraz posłuchaj ode Mnie o tych demonicznych."
W znaczeniu Śrila Prabhupada pisze, że zasadniczą różnicą pomiędzy asurą, a daivą jest posłuszeństwo śastrom. Daiva przestrzega nakazów pism, a asura nie.
Ze Śrimad Bhagawatam 5.24.8 wiemy, że standard życia i przyjemności zmysłowych na bila-svarga, czyli podziemnych "niebiańskich" planetach asurów przewyższa nawet ten istniejący na daiva-svarga, gdzie żyją półbogowie. A więc widać z tego, że nawet osoby będące przeciwne Bogu, mogą mieć wyższy standard życia i przyjemności niż osoby sprzyjające Bogu. Jednak werset ten wyraźnie mówi, że tego rodzaju szczęście jest maya-vinodah, czyli jest jedynie iluzoryczne, bo wynika z fałszywej tożsamości duszy. Dlatego też, w cytowanym wcześniej przez Arletę wersecie (ŚB 7.7.45) Śrila Prabhupada określa je jako "tak zwane szczęście". Po prostu jest ono iluzoryczne, gdyż w żaden sposób nie odnosi się do inherentnej duchowej anandy duszy, wynikającej z transcendentalnej rasy z Kryszną. I w tym transcendentalnym sensie, Arleta ma rację mówiąc, że nie wierzy w prawdziwość materialnego szczęścia. Jest to tylko kwestia punktu widzenia.
Podsumowując, demony (asury) nie muszą być zawsze ateistami (powiedziałbym nawet, że większość asurów we wszechświecie wierzy w Boga), a osoby wierzące w Boga mogą być równie dobrze asurami (demonami), a nie daivami. Bogactwo bila-svargi asurów wynika z ich ścisłego stosowania się do apara-vidji śastr (materialnej wiedzy), co przybiera formę demonicznej, bo ignorującej najwyższy autorytet Boga varnaśrama-dharmy, poprzez odrzucenie konkluzji para-vidji śastr (transcendentalnej wiedzy), która sytuuje Krysznę jako centrum naszej egzystencji i najwyższy obiekt uwielbienia.
Z powyższego powodu, Śri Kryszna w Bhagawad-gicie 16.6 nie kategoryzuje uwarunkowanych dusz w materialnych wszechświatach na "teistów" i "ateistów", ale na daiva, czyli osoby o boskiej mentalności oraz asury, czyli osoby o demonicznej mentalności.
"O synu Prthy, w świecie tym są dwa rodzaje istot. Jedne z nich nazywane są boskimi, drugie – demonicznymi. Wyjaśniłem ci już dokładnie cechy boskie, teraz posłuchaj ode Mnie o tych demonicznych."
W znaczeniu Śrila Prabhupada pisze, że zasadniczą różnicą pomiędzy asurą, a daivą jest posłuszeństwo śastrom. Daiva przestrzega nakazów pism, a asura nie.
Ze Śrimad Bhagawatam 5.24.8 wiemy, że standard życia i przyjemności zmysłowych na bila-svarga, czyli podziemnych "niebiańskich" planetach asurów przewyższa nawet ten istniejący na daiva-svarga, gdzie żyją półbogowie. A więc widać z tego, że nawet osoby będące przeciwne Bogu, mogą mieć wyższy standard życia i przyjemności niż osoby sprzyjające Bogu. Jednak werset ten wyraźnie mówi, że tego rodzaju szczęście jest maya-vinodah, czyli jest jedynie iluzoryczne, bo wynika z fałszywej tożsamości duszy. Dlatego też, w cytowanym wcześniej przez Arletę wersecie (ŚB 7.7.45) Śrila Prabhupada określa je jako "tak zwane szczęście". Po prostu jest ono iluzoryczne, gdyż w żaden sposób nie odnosi się do inherentnej duchowej anandy duszy, wynikającej z transcendentalnej rasy z Kryszną. I w tym transcendentalnym sensie, Arleta ma rację mówiąc, że nie wierzy w prawdziwość materialnego szczęścia. Jest to tylko kwestia punktu widzenia.
Podsumowując, demony (asury) nie muszą być zawsze ateistami (powiedziałbym nawet, że większość asurów we wszechświecie wierzy w Boga), a osoby wierzące w Boga mogą być równie dobrze asurami (demonami), a nie daivami. Bogactwo bila-svargi asurów wynika z ich ścisłego stosowania się do apara-vidji śastr (materialnej wiedzy), co przybiera formę demonicznej, bo ignorującej najwyższy autorytet Boga varnaśrama-dharmy, poprzez odrzucenie konkluzji para-vidji śastr (transcendentalnej wiedzy), która sytuuje Krysznę jako centrum naszej egzystencji i najwyższy obiekt uwielbienia.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
-
Mastermind
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Bardzo ciekawa i słuszna uwaga.Mathura pisze:Szczęście materialne oczywiście istnieje. Nie można twierdzić, że go nie ma. Gdyby tak to należałoby stwierdzić, że nieszczęście materialne również nie występuje.
Nasza teologia nie podziela przekonania buddyzmu czy śankaryzmu, jakoby ten cały świat i wszystko, co w nim znajduje, były iluzoryczne w sensie "nie istniejące". Waisznawowie uważają, że szczęście istnieje, ale jest "tak zwane", ponieważ jest jak mgła nad taflą wody - chwilowe, ulotne, niepewne. W porównaniu ze szczęściem duchowym jest ono także "nijakie" w swej jakości, intensywności i dogłębności, ale to nie znaczy, że go nie ma.
I tak właśnie Prabhupad, zgodnie z naukami Pana Kryszny w Gicie, wyjaśnia iluzoryczność - ten świat, manifestacje w nim (także szczęście i nieszczęście) są nierzeczywiste/nieistniejące w tym sensie, że są tymczasowe, chwilowe, raz są, a za chwilę ich nie ma. Nie dotykają też nas, lecz są interakcją materialnym elementów wokół nas z naszym 'interfejsem' hardware'owym i software'owym.
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Witaj na forum Mastermind!
Miałeś już swoje forumowe "wejście smoka", a więc może teraz, po "merytoryczności", udzieleniu paru nagan i pouczeń już w paru pierwszych postach, nadszedł może czas na etykietę i na przedstawienie się nam wszystkim. Jako nowy członek naszej forumowej społeczności, wypadałoby chyba, abyś przynajmniej podał nas jakieś podstawowe dane na swój temat: skąd jesteś, jak długo z bhaktami, czy wybrałeś już guru, itd. itp. Zakładam, że jesteś nieinicjowany, bo inicjowany wielbiciel nie miałby chyba potrzeby bawienia się w chowanego i ukrywania swojej tożsamości. A więc do działa Mastermindzie! 
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Wygląda na to, że macie z Mastermindem identyczne zrozumienie.Arleta pisze:Sprawa jest wbrew pozorom całkiem prosta: ateista zawsze żyje w złudzeniu. Jest bez przerwy uwikłany przez mayę. Dlatego jego wrażenie szczęścia jest tylko jego błędnym wyobrażeniem. Czerpie to chwilowe złudzenie ze związków materialnych. A ponieważ takie związki są bardzo krótkotrwałe, niedoskonałe i zawodne, to jakie jest to jego "szczęście"? Łagodnie mówiąc niewiele warte. W ogóle nie jest szczęściem.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Widzę że ładna dyskusja się zawiązała na czas mojego wyjazdu...
A więc na początek może rozwiążę kwestię "mamkowaniaa mną". Oczywiście nie jestem teologiem, ani filozofem(mimo że tą chciałem studiowac, ale wolę się opiekowac w przyszłości ludzmi), więc posłużę się nierzetelnym źródłem, wikipedią:
Zbawienie – uwolnienie się z niekorzystnego stanu lub okoliczności. Szczególnie istotny w chrześcijaństwie i judaizmie akt wybawienia ludzi przez Boga.
W Starym Testamencie oznaczało ono nie tylko wybawienie duchowe, ale również dzieło zbawienia przez uwolnienie Izraelitów z niewoli egipskiej, a potem także wyzwolenie od okupacji najeźdźców, np. Niewola babilońska albo hellenizacja Judy. Zbawienie dla Żydów związane było zawsze z osobą Mesjasza.
Zbawienie jest stanem, w którym Bóg za sprawą Jezusa przywraca człowieka ze stanu grzechu i śmierci do stanu jedności ze sobą i życia wiecznego.
Zbawienie jest łaską. Oznacza to, że Bóg udziela zbawienia jako daru nie związanego z żadną zasługą. Jednak przyjęcie zbawienia zależne jest od wolnej woli człowieka i od łaski.
Zbawienie jest dziełem Trójcy jako Boga. Co Ojciec przewidział, Syn wykonał. Duch natomiast umacnia człowieka do trwania w zbawczej łasce uświęcającej.
Jednym Zbawicielem jest Jezus Chrystus, który będąc jednocześnie i Bogiem, i człowiekiem jako pierwszy zmartwychwstał po swojej dobrowolnej śmierci za wszystkich ludzi. Z tego powodu zbawienie jest ściśle związane z odkupieniem i usprawiedliwieniem.
Po upadku Adama Bóg przewidział wszystkie wydarzenia, które miały przywrócić człowieka do jedności (komunii) z Nim. Ten przewidujący plan nazywany jest ekonomią zbawienia i obejmie przede wszystkim: wcielenie, ukrzyżowanie Syna Bożego, jego zmartwychwstanie i powołanie Kościoła, dzięki któremu zbawienie może być dostępne wszystkim.
Chrzest jest konieczny do zbawienia. Przez chrzest bowiem Bóg w sposób trwały uzdalnia człowieka do jedności ze sobą. Nie oznacza to jednak, że nie wyznający Jezusa nie będą zbawieni. Zbawienie jest przecież łaską.
Zdaję sobie sprawę że wiki to wiki i nie można dosadnie brac do serca tego co tam mówią, ale już koniec przydługiego wstępu...
Więc najpierw wypowiem się na temat szczęścia...
Mianowicie w dzisiejszym świecie, gdzie potrzeby kreują nam reklamy, moda, społeczeństwo, technologia i medycyna nie ma prawdziwego szczęścia. Reklamy nie pokazują i nie oferują nam danych produktów które możemy kupic, tylko rzeczy niematerialne(wolnośc, czas, spokój, miłośc, itp.) które możemy osiągnąc przez kupno tych przedmiotów. Np. reklamy z autami nie reklamują auta, lecz wolnośc wynikającą z kupna pojazdu, bo gdy posiądziemy ten produkt nie będzie dla nas granic, czyli będziemy miec wolnośc w przemieszcaniu się.
Moda też nie daje szczęścia, bo co sezon to nowe trendy.
Następnym czynnikiem, który nie daje nam szczęścia jest społeczeństwo, bo jak zaczyna nam się powodzic, to od razu zazdrośni obywatele chcą nasz zmiesza z błotem, wszystko nam wypominają itp. A jak się od niego odetniemy, a raczej od zwyczajów w nim panujących, to jesteśmy spychani na margines społeczny i nazywani czubami. Wiąże się to z konserwatyzmem, lękiem przez nowym i obcym, prowadzi to do nietolerancji i rasizmu. Dla przykładu podam siebie (bo takie przykłady z życia przeciętnych ludzi są najlepsze, wg.mnie). Przez mój ateizm/agnostycyzm i wegetarianizm spotkałem się z wieloma przykrościami: dzieci w podstawówce wytykały pierwsze pacami. Jak zostałem wegetarianinem to porównywano mnie "pedałów", starsze osoby wyzywały od heretyka i przypisywały mi najgorsze cechy (był przypadek że matka jednej dziewczyny zabroniła się ze mną zadawac, bo jestem weganem i niekatolikiem).
Technologia też nie ułatwia nam drogi do szczęścia, a nawet ją utrudnia, bo niby ułatwia życie(łatwośc komunikacji i zdobywania informacji za pomocą komputera, telefonu i internetu, zmniejsza czas wielu czynności, itp.). Lecz jest to wszystko iluzją, bo niby mamy te komputery i telefony, pomagają nawiązywac kontakty, komunikowac się, ale jest to tylko prowizoryczne, bo przez te maszyny zatraciliśmy więzi emocjonalne i umiejętnośc rozmawiania. Chce tym powiedziec że wysyłając sms'y, rozmawiając przez telefon tracimy zdolośc komunikowania się bezpośredniego, gdzie trzeba wyrazic swoje emocje, spojrzec w oczy, liczyc się z krytyką bezpośrednio, przyczynia się to do zachamowań rozwoju emocjonalnego, czyli nie umiemy wyrażac własnych emocji i siebie, oraz interpretowac, czy przyjmnowac emocji innych. W praktyce wygląda to tak, że dziewczyna nie potrafi w oczy powiedziec chłopakowi że z nim zrywa, tylko pisze mu sms'a. A jak już się zdarzy że jednak mu powiedziała, to ten nie umie tego zaakceptowac i posuwa się do drastycznych czynów, może wyładowac emocje fizycznie na niej, lub na kimś słabszym, albo nawet popełnic samobójstwo(znam jeden przypadek taki osobiście)...Gorzej jak do tego dojdą multimedia tj. internet i tv, gdzie jest reżyserowany świat idealny, do którego człowiek chce dążyc, lecz nigdy mu to się nie uda, bo jak osiągnie już jakiś cel szybko się okazuje że jest nowy, trudniejszy. Też przy technologii trzeba zaznaczyc fakt że ta się cały czas rozwija. czyli gdy kupimy najnowszy model samochodu, telewizora czy telefony już za pół roku(jak nie szybciej) jest nowszy...
Najgorsza jednak wydaje się byc medycyna zachodu, niby chcą nas leczyc, lecz przemysł farmakologiczny jest tylko wielkim biznesem. Każą nam się szczepic, brac leki, straszą nas że jak tego nie zrobimy to zginiemy. Bo jak nie weźniemy szczepionki to będziemy zachorujemy, jak nie weźmiemy leków które przepisał nam lekarz(który wcześniej został przekupiony by polecał dane leki) to nie wyzdrowiejemy. A prawda jest taka że nie potrzebujemy ani szczepionek ani leków, bo leki nie pomagają, a jak już to tylko pod względem psychicznym, lub niwelują skutki choroby, a nie jej ognisko. Np. Leki przeciwnerwicowe, nie niwelują stresu, tylko go hamują, stres powraca z nasiloną siłą. Ja osobiście od gimnazjum nie biorę szczepień i leków od kilku lat i jakoś nie choruję nigdy, a jak już mnie weźmie jakieś przeziębienie to w tedy piję herbatę z kieliszkiem wódki, łyżką miodu(wiem, nie weganskie) i wyciśkam cytryne(może głupio brzmi, ale mi pomaga
)...
A więc podsumowując nie ma "materialnego szczęścia" dążąc za trendami i nowościami, oraz tym co nam świat oferuje. By osiągnąc szczęście trzeba wyzbyc się potrzeb i przepychu. Trzeba się cieszyc tym co się ma.
Pozwolę siebie porównac do Arlety. Ty zdobyłaś szczęście po przez zjednoczenie się z Bogiem. Ja to zrobiłem przez miłośc do Matki Ziemi. Ciebie raduje to że czujesz Jego obecnośc. Ja znajduje ukojenie w przyrodzie. Byłaś ateistką, lecz znalazłaś Boga który dał ci sens. Ja też byłem ateistą samego siebie, teraz jestem ateistą dbającym o Matkę Ziemię. Ty dbasz o dobre relacje z Bogiem, ja dbam o dobry stan Matki Ziemi. Ciebie martwi to że ludzie odwacają się od Boga i bluźnią na niego, ja się martwię tym że ludzie nie należycie dbają o glebę po której stąpają.
Od kiedy jestem wegetarianinem, moje życie się zmieniło. Wyrosła u mnie empatia do Matki Ziemi, do zwierząt i do bliźnich. Jestem tolerancyjny. Nie mam tu na myśli samego podłoża religijnego, rasowego czy też kulturalnego lub subkulturowego, lecz także społecznego. Czyli nie uważam się za lepszego od innych po tym że jestem lepiej ubrany czy mam większe wykształcenie czy że jestem silniejszy. To nawet nie ma sensu bo zawsze znajdzie się ktoś lepiej ubrany, bogatszy, mądrzejszy czy silniejszy. Nie odwzajemniam nawet nietolerancji skierowanej w moją osobę, chocia ze strony już wcześniej napomnianych starszych osób. Normalnie człowiek by chciał się zemścic, ja zamiast tego zacząłem studiowac andragogikę z gerontologią by pomóc takim osobą w przysłości i swoją osobą służyc za przykład że jak ktoś jest ateistą to że już musi byc nasieniem piekielnym, czy nie wiadomo czym. Zmieniłem też przyzwyczajenia i cele, już nie podążam za trendami. Główną przyczyną tego było dbałośc o środowisko, bo mniej kupując i dłużej eksploatując jakąś rzecz zmniejszamy pobyt a tym samym zużycie środowiska. Lecz ma to inne skutki, pozytywne, mianowicie przestałem się przejmowac kto co o mnie mówi czy sądzi, robię to co uważam za słuszne. Nie przejmuję się tekstami że mam stary telefon (który i tak rzadko używam), lub że mam nie modne ciuchy, itp. Jest jeszcze wiele aspektów mojej metamorfozy, lecz już o nich nie będę wspominał.
I ty Arleto umrzesz szczęśliwa z myślą że zdobędziesz lepsze ciało w następnym życiu, a ja umrę szczęśliwy tym że mogłem się komuś przysłużyc i nie przyczyniając się do tak znacznego niszczenia środowiska(prawa jazdy też nie mam)...
Co do przykładu o podlewanej roślince, to się zgodzę. Ale odniosę się do bardziej przyziemnych spraw. Racją jest to że takie pomaganie ludziom nie niesie długich efektów, bo o tym dobrze mówi posłowie że można dac głodnemu rybę i się naje, lecz za chwilę znowu będzie głodny,a jak da mu się wędkę, to sam będzie łowił, które nawołuje do tego by coś zmienic nie można dawac pieniędzy i jedzenia, tylko pracę. Lecz zauważ że co ja mogę zrobic, osoba co nie ma żadnych wpływów, dojśc, czy kapitału. Oczywiście też bym wolał tym potrzebującym dac pracę i sami się wykarmili, ale nie mam takiej możliwości, więc robię co jest w mojej możliwości, czyli razem z kolegami dajemy im zimą raz w tygodniu ciepły wegański posiłek.
Bo nie istotą dobroci jest pokazywanie się na siłę jakim to nie jest się dobrym i dawanie innym(potrzebującym) nie wiadomo ile, lecz tyle na ile się może, bo najważniejszy jest sam fakt pomagania bliźnim.
Na tą chwilę zakończę swoją długą wypowiec i mam nadzieję że dotrwaliście do końca przy moich wywodach i nie usneliście i że to też czytacie
...
A więc na początek może rozwiążę kwestię "mamkowaniaa mną". Oczywiście nie jestem teologiem, ani filozofem(mimo że tą chciałem studiowac, ale wolę się opiekowac w przyszłości ludzmi), więc posłużę się nierzetelnym źródłem, wikipedią:
Zbawienie – uwolnienie się z niekorzystnego stanu lub okoliczności. Szczególnie istotny w chrześcijaństwie i judaizmie akt wybawienia ludzi przez Boga.
W Starym Testamencie oznaczało ono nie tylko wybawienie duchowe, ale również dzieło zbawienia przez uwolnienie Izraelitów z niewoli egipskiej, a potem także wyzwolenie od okupacji najeźdźców, np. Niewola babilońska albo hellenizacja Judy. Zbawienie dla Żydów związane było zawsze z osobą Mesjasza.
Zbawienie jest stanem, w którym Bóg za sprawą Jezusa przywraca człowieka ze stanu grzechu i śmierci do stanu jedności ze sobą i życia wiecznego.
Zbawienie jest łaską. Oznacza to, że Bóg udziela zbawienia jako daru nie związanego z żadną zasługą. Jednak przyjęcie zbawienia zależne jest od wolnej woli człowieka i od łaski.
Zbawienie jest dziełem Trójcy jako Boga. Co Ojciec przewidział, Syn wykonał. Duch natomiast umacnia człowieka do trwania w zbawczej łasce uświęcającej.
Jednym Zbawicielem jest Jezus Chrystus, który będąc jednocześnie i Bogiem, i człowiekiem jako pierwszy zmartwychwstał po swojej dobrowolnej śmierci za wszystkich ludzi. Z tego powodu zbawienie jest ściśle związane z odkupieniem i usprawiedliwieniem.
Po upadku Adama Bóg przewidział wszystkie wydarzenia, które miały przywrócić człowieka do jedności (komunii) z Nim. Ten przewidujący plan nazywany jest ekonomią zbawienia i obejmie przede wszystkim: wcielenie, ukrzyżowanie Syna Bożego, jego zmartwychwstanie i powołanie Kościoła, dzięki któremu zbawienie może być dostępne wszystkim.
Chrzest jest konieczny do zbawienia. Przez chrzest bowiem Bóg w sposób trwały uzdalnia człowieka do jedności ze sobą. Nie oznacza to jednak, że nie wyznający Jezusa nie będą zbawieni. Zbawienie jest przecież łaską.
Zdaję sobie sprawę że wiki to wiki i nie można dosadnie brac do serca tego co tam mówią, ale już koniec przydługiego wstępu...
Więc najpierw wypowiem się na temat szczęścia...
Mianowicie w dzisiejszym świecie, gdzie potrzeby kreują nam reklamy, moda, społeczeństwo, technologia i medycyna nie ma prawdziwego szczęścia. Reklamy nie pokazują i nie oferują nam danych produktów które możemy kupic, tylko rzeczy niematerialne(wolnośc, czas, spokój, miłośc, itp.) które możemy osiągnąc przez kupno tych przedmiotów. Np. reklamy z autami nie reklamują auta, lecz wolnośc wynikającą z kupna pojazdu, bo gdy posiądziemy ten produkt nie będzie dla nas granic, czyli będziemy miec wolnośc w przemieszcaniu się.
Moda też nie daje szczęścia, bo co sezon to nowe trendy.
Następnym czynnikiem, który nie daje nam szczęścia jest społeczeństwo, bo jak zaczyna nam się powodzic, to od razu zazdrośni obywatele chcą nasz zmiesza z błotem, wszystko nam wypominają itp. A jak się od niego odetniemy, a raczej od zwyczajów w nim panujących, to jesteśmy spychani na margines społeczny i nazywani czubami. Wiąże się to z konserwatyzmem, lękiem przez nowym i obcym, prowadzi to do nietolerancji i rasizmu. Dla przykładu podam siebie (bo takie przykłady z życia przeciętnych ludzi są najlepsze, wg.mnie). Przez mój ateizm/agnostycyzm i wegetarianizm spotkałem się z wieloma przykrościami: dzieci w podstawówce wytykały pierwsze pacami. Jak zostałem wegetarianinem to porównywano mnie "pedałów", starsze osoby wyzywały od heretyka i przypisywały mi najgorsze cechy (był przypadek że matka jednej dziewczyny zabroniła się ze mną zadawac, bo jestem weganem i niekatolikiem).
Technologia też nie ułatwia nam drogi do szczęścia, a nawet ją utrudnia, bo niby ułatwia życie(łatwośc komunikacji i zdobywania informacji za pomocą komputera, telefonu i internetu, zmniejsza czas wielu czynności, itp.). Lecz jest to wszystko iluzją, bo niby mamy te komputery i telefony, pomagają nawiązywac kontakty, komunikowac się, ale jest to tylko prowizoryczne, bo przez te maszyny zatraciliśmy więzi emocjonalne i umiejętnośc rozmawiania. Chce tym powiedziec że wysyłając sms'y, rozmawiając przez telefon tracimy zdolośc komunikowania się bezpośredniego, gdzie trzeba wyrazic swoje emocje, spojrzec w oczy, liczyc się z krytyką bezpośrednio, przyczynia się to do zachamowań rozwoju emocjonalnego, czyli nie umiemy wyrażac własnych emocji i siebie, oraz interpretowac, czy przyjmnowac emocji innych. W praktyce wygląda to tak, że dziewczyna nie potrafi w oczy powiedziec chłopakowi że z nim zrywa, tylko pisze mu sms'a. A jak już się zdarzy że jednak mu powiedziała, to ten nie umie tego zaakceptowac i posuwa się do drastycznych czynów, może wyładowac emocje fizycznie na niej, lub na kimś słabszym, albo nawet popełnic samobójstwo(znam jeden przypadek taki osobiście)...Gorzej jak do tego dojdą multimedia tj. internet i tv, gdzie jest reżyserowany świat idealny, do którego człowiek chce dążyc, lecz nigdy mu to się nie uda, bo jak osiągnie już jakiś cel szybko się okazuje że jest nowy, trudniejszy. Też przy technologii trzeba zaznaczyc fakt że ta się cały czas rozwija. czyli gdy kupimy najnowszy model samochodu, telewizora czy telefony już za pół roku(jak nie szybciej) jest nowszy...
Najgorsza jednak wydaje się byc medycyna zachodu, niby chcą nas leczyc, lecz przemysł farmakologiczny jest tylko wielkim biznesem. Każą nam się szczepic, brac leki, straszą nas że jak tego nie zrobimy to zginiemy. Bo jak nie weźniemy szczepionki to będziemy zachorujemy, jak nie weźmiemy leków które przepisał nam lekarz(który wcześniej został przekupiony by polecał dane leki) to nie wyzdrowiejemy. A prawda jest taka że nie potrzebujemy ani szczepionek ani leków, bo leki nie pomagają, a jak już to tylko pod względem psychicznym, lub niwelują skutki choroby, a nie jej ognisko. Np. Leki przeciwnerwicowe, nie niwelują stresu, tylko go hamują, stres powraca z nasiloną siłą. Ja osobiście od gimnazjum nie biorę szczepień i leków od kilku lat i jakoś nie choruję nigdy, a jak już mnie weźmie jakieś przeziębienie to w tedy piję herbatę z kieliszkiem wódki, łyżką miodu(wiem, nie weganskie) i wyciśkam cytryne(może głupio brzmi, ale mi pomaga
A więc podsumowując nie ma "materialnego szczęścia" dążąc za trendami i nowościami, oraz tym co nam świat oferuje. By osiągnąc szczęście trzeba wyzbyc się potrzeb i przepychu. Trzeba się cieszyc tym co się ma.
Pozwolę siebie porównac do Arlety. Ty zdobyłaś szczęście po przez zjednoczenie się z Bogiem. Ja to zrobiłem przez miłośc do Matki Ziemi. Ciebie raduje to że czujesz Jego obecnośc. Ja znajduje ukojenie w przyrodzie. Byłaś ateistką, lecz znalazłaś Boga który dał ci sens. Ja też byłem ateistą samego siebie, teraz jestem ateistą dbającym o Matkę Ziemię. Ty dbasz o dobre relacje z Bogiem, ja dbam o dobry stan Matki Ziemi. Ciebie martwi to że ludzie odwacają się od Boga i bluźnią na niego, ja się martwię tym że ludzie nie należycie dbają o glebę po której stąpają.
Od kiedy jestem wegetarianinem, moje życie się zmieniło. Wyrosła u mnie empatia do Matki Ziemi, do zwierząt i do bliźnich. Jestem tolerancyjny. Nie mam tu na myśli samego podłoża religijnego, rasowego czy też kulturalnego lub subkulturowego, lecz także społecznego. Czyli nie uważam się za lepszego od innych po tym że jestem lepiej ubrany czy mam większe wykształcenie czy że jestem silniejszy. To nawet nie ma sensu bo zawsze znajdzie się ktoś lepiej ubrany, bogatszy, mądrzejszy czy silniejszy. Nie odwzajemniam nawet nietolerancji skierowanej w moją osobę, chocia ze strony już wcześniej napomnianych starszych osób. Normalnie człowiek by chciał się zemścic, ja zamiast tego zacząłem studiowac andragogikę z gerontologią by pomóc takim osobą w przysłości i swoją osobą służyc za przykład że jak ktoś jest ateistą to że już musi byc nasieniem piekielnym, czy nie wiadomo czym. Zmieniłem też przyzwyczajenia i cele, już nie podążam za trendami. Główną przyczyną tego było dbałośc o środowisko, bo mniej kupując i dłużej eksploatując jakąś rzecz zmniejszamy pobyt a tym samym zużycie środowiska. Lecz ma to inne skutki, pozytywne, mianowicie przestałem się przejmowac kto co o mnie mówi czy sądzi, robię to co uważam za słuszne. Nie przejmuję się tekstami że mam stary telefon (który i tak rzadko używam), lub że mam nie modne ciuchy, itp. Jest jeszcze wiele aspektów mojej metamorfozy, lecz już o nich nie będę wspominał.
I ty Arleto umrzesz szczęśliwa z myślą że zdobędziesz lepsze ciało w następnym życiu, a ja umrę szczęśliwy tym że mogłem się komuś przysłużyc i nie przyczyniając się do tak znacznego niszczenia środowiska(prawa jazdy też nie mam)...
Co do przykładu o podlewanej roślince, to się zgodzę. Ale odniosę się do bardziej przyziemnych spraw. Racją jest to że takie pomaganie ludziom nie niesie długich efektów, bo o tym dobrze mówi posłowie że można dac głodnemu rybę i się naje, lecz za chwilę znowu będzie głodny,a jak da mu się wędkę, to sam będzie łowił, które nawołuje do tego by coś zmienic nie można dawac pieniędzy i jedzenia, tylko pracę. Lecz zauważ że co ja mogę zrobic, osoba co nie ma żadnych wpływów, dojśc, czy kapitału. Oczywiście też bym wolał tym potrzebującym dac pracę i sami się wykarmili, ale nie mam takiej możliwości, więc robię co jest w mojej możliwości, czyli razem z kolegami dajemy im zimą raz w tygodniu ciepły wegański posiłek.
Bo nie istotą dobroci jest pokazywanie się na siłę jakim to nie jest się dobrym i dawanie innym(potrzebującym) nie wiadomo ile, lecz tyle na ile się może, bo najważniejszy jest sam fakt pomagania bliźnim.
Na tą chwilę zakończę swoją długą wypowiec i mam nadzieję że dotrwaliście do końca przy moich wywodach i nie usneliście i że to też czytacie
- Purnaprajna
- Posty: 2267
- Rejestracja: 23 lis 2006, 14:23
- Lokalizacja: Helsinki/Warszawa
- Kontakt:
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Kilka wypowiedzi Śrila Prabhupada na temat braku istnienia materialnego szczęścia:
"Materialna egzystencja jest tymczasowa, złudna, pełna nieszczęść, i cierpienia. Nie ma w niej wcale szczęścia. Ludzie podejmują tylko daremne próby uwolnienia się od cierpienia, a tymczasowa przerwa w cierpieniu jest fałszywie nazywana szczęściem." (zn. ŚB 1.2.6)
"Osoba działająca własnowolnie podlega wszelkim materialnym doznaniom tzw. szczęścia i cierpienia. W rzeczywistości tego szczęścia wcale nie ma. Podobnie jak nie ma szczęścia w żadnej czynności szaleńca, tak też i złudzeniem są wytwory umysłu w postaci szczęścia i cierpienia w działaniach materialnych. W rzeczywistości wszystko jest cierpieniem." (zn. ŚB 3.28.36)
"W rzeczywistości w tym materialnym świecie nie można odczuwać czystego szczęścia." (zn. 4.25.4)
"Ogółem biorąc w świecie materialnym nie ma szczęścia, ale osoba pozostająca w złudzeniu pracuje niezwykle ciężko, aby osiągnąć to tzw. szczęście. Tak naprawdę to ten proces ciężkiej pracy przyjmujemy za szczęście. I to jest nazywane złudzeniem." (ibid.)
"W rzeczywistości w świecie tym nie ma szczęścia. Ludzie jedynie trudzą się, by przeciwdziałać nieszczęściu. Ludzie głupi przyjmują za szczęście nieszczęście..." (zn. 4.27.29)
"Zarówno Mayavadi, jak i Vaisnavowie wiedzą, że w czynnościach materialistycznych nie ma szczęścia." (zn.7.13.27)
"Nie ma możliwości szczęścia dla żywej istoty bez pełnienia transcendentalnej służby miłości dla Najwyższego Pana." (Wprowadzenie do Bg.)
"W materialnym świecie nie ma wody, nie ma szczęścia, ale prawdziwą wodę rzeczywistego szczęścia można znaleźć w świecie duchowym." (Wprowadzenie do Bg.)
W Vedabase znalazłem dokładnie 177 wpisów "Nie ma szczęścia" (There is no happiness). Podobnie sprawa ma się ze "zbawieniem" w tym wątku. To przykre, że powodu chęci zabłyśnięcia własnym intelektem, lub po prostu z braku życzliwości i chęci zrozumienia punktu widzenia drugiego bhakty, czasami robimy nagonkę na innych, łapiąc kogoś za słówka. Pewno Śrila Prabhupadzie też by się dostało, gdyby ośmielił się tu napisać, że nie ma szczęścia w materialnym świecie.
Dlatego zamiast podejmowania ryzyka zaduszenia, w imię "czystości teologicznej siddhanty", czyjegoś bardzo rzadkiego entuzjazmu w publicznym dzieleniu się z innymi świadomością Kryszny, takiego jaki prezentuje np. Arleta, proponuję po prostu zmienić nastrój na bardziej przychylny i tolerancyjny, co jest korzystne zarówno dla przebiegu dyskusji, jak i dla świadomości Kryszny, nie mówiąc już o tym, że pomaga w nawiązaniu i zacieśnieniu przyjaznych związków z innymi bhaktami, co jest rdzeniem świadomej Kryszny kultury.
"Materialna egzystencja jest tymczasowa, złudna, pełna nieszczęść, i cierpienia. Nie ma w niej wcale szczęścia. Ludzie podejmują tylko daremne próby uwolnienia się od cierpienia, a tymczasowa przerwa w cierpieniu jest fałszywie nazywana szczęściem." (zn. ŚB 1.2.6)
"Osoba działająca własnowolnie podlega wszelkim materialnym doznaniom tzw. szczęścia i cierpienia. W rzeczywistości tego szczęścia wcale nie ma. Podobnie jak nie ma szczęścia w żadnej czynności szaleńca, tak też i złudzeniem są wytwory umysłu w postaci szczęścia i cierpienia w działaniach materialnych. W rzeczywistości wszystko jest cierpieniem." (zn. ŚB 3.28.36)
"W rzeczywistości w tym materialnym świecie nie można odczuwać czystego szczęścia." (zn. 4.25.4)
"Ogółem biorąc w świecie materialnym nie ma szczęścia, ale osoba pozostająca w złudzeniu pracuje niezwykle ciężko, aby osiągnąć to tzw. szczęście. Tak naprawdę to ten proces ciężkiej pracy przyjmujemy za szczęście. I to jest nazywane złudzeniem." (ibid.)
"W rzeczywistości w świecie tym nie ma szczęścia. Ludzie jedynie trudzą się, by przeciwdziałać nieszczęściu. Ludzie głupi przyjmują za szczęście nieszczęście..." (zn. 4.27.29)
"Zarówno Mayavadi, jak i Vaisnavowie wiedzą, że w czynnościach materialistycznych nie ma szczęścia." (zn.7.13.27)
"Nie ma możliwości szczęścia dla żywej istoty bez pełnienia transcendentalnej służby miłości dla Najwyższego Pana." (Wprowadzenie do Bg.)
"W materialnym świecie nie ma wody, nie ma szczęścia, ale prawdziwą wodę rzeczywistego szczęścia można znaleźć w świecie duchowym." (Wprowadzenie do Bg.)
W Vedabase znalazłem dokładnie 177 wpisów "Nie ma szczęścia" (There is no happiness). Podobnie sprawa ma się ze "zbawieniem" w tym wątku. To przykre, że powodu chęci zabłyśnięcia własnym intelektem, lub po prostu z braku życzliwości i chęci zrozumienia punktu widzenia drugiego bhakty, czasami robimy nagonkę na innych, łapiąc kogoś za słówka. Pewno Śrila Prabhupadzie też by się dostało, gdyby ośmielił się tu napisać, że nie ma szczęścia w materialnym świecie.
Dlatego zamiast podejmowania ryzyka zaduszenia, w imię "czystości teologicznej siddhanty", czyjegoś bardzo rzadkiego entuzjazmu w publicznym dzieleniu się z innymi świadomością Kryszny, takiego jaki prezentuje np. Arleta, proponuję po prostu zmienić nastrój na bardziej przychylny i tolerancyjny, co jest korzystne zarówno dla przebiegu dyskusji, jak i dla świadomości Kryszny, nie mówiąc już o tym, że pomaga w nawiązaniu i zacieśnieniu przyjaznych związków z innymi bhaktami, co jest rdzeniem świadomej Kryszny kultury.
Prasadam blog mojej żony Vairagya-laksmi dd: http://www.purevege.com/
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Foto galeria mojej żony: http://www.flickr.com/photos/48823311@N03/
Mój blog: http://purnaprajna.blogspot.com/
Moja muzyka: http://www.acidplanet.com/artist.asp?so ... 069&T=6461
Re: Zbawenie dla ateisty/agnostyka
Bhagavad -Gita
18.36 O najlepszy spośród Bharatów, teraz posłuchaj, proszę, o trzech rodzajach szczęścia, którymi cieszy się uwarunkowana dusza, i poprzez które może ona czasami położyć kres wszelkim nieszczęściom.
18.36 Znaczenie: Uwarunkowana dusza ciągle usiłuje znaleźć szczęście w życiu materialnym. W ten sposób żuje ona przeżute. Ale czasami, w czasie przeżuwania takich radości materialnych, zostaje ona – dzięki obcowaniu z wielką duszą – uwolniona z niewoli materialnej. Innymi słowy, uwarunkowana dusza zawsze jest zaangażowana w jakiś rodzaj zadowalania zmysłów, ale kiedy, dzięki obcowaniu z odpowiednimi osobami, zrozumie, że jest to jedynie ciągłe powtarzanie tej samej rzeczy, kiedy rozbudzona zostanie jej prawdziwa świadomość Krsny, zostaje czasami wyzwolona od takiego powtarzającego się (tak zwanego) szczęścia.
18.37 To szczęście, które na początku może być jak trucizna, ale pod koniec smakuje jak nektar, i które do samorealizacji budzi, nazywane jest szczęściem w gunie dobroci.
18.37 Znaczenie: W dążeniu do samorealizacji należy przestrzegać wielu zasad mających na celu kontrolowanie umysłu i zmysłów i skoncentrowaniu umysłu na jaźni. Wszystkie te procesy są bardzo trudne, gorzkie jak trucizna, ale jeżeli ktoś odnosi sukces w przestrzeganiu tych zasad i osiąga pozycję transcendentalną, wtedy zaczyna rozkoszować się nektarem prawdziwego życia.
18.38 Natomiast to szczęście, które czerpane jest z kontaktu zmysłów z przedmiotami zmysłów i które zdaje się być na początku nektarem, lecz w końcu okazuje się trucizną, jest szczęściem w gunie pasji.
18.38 Znaczenie: Młody mężczyzna spotyka młodą kobietę i zmysły nakłaniają go do patrzenia na nią, dotykania jej i w końcu do zbliżenia seksualnego. Na początku może to być dla zmysłów bardzo przyjemne, ale w końcu, albo po pewnym czasie, staje się trucizną. Odchodzą od siebie albo następuje rozwód, czemu towarzyszy rozpacz, smutek itd. Takie szczęście jest zawsze w gunie pasji. Szczęście czerpane z połączenia zmysłów z przedmiotami zmysłów jest zawsze przyczyną niedoli i dlatego należy unikać go za wszelką cenę.
18.39 A to szczęście, które jest na samorealizację ślepe, które jest złudzeniem od początku do końca, i które powstaje ze snu, lenistwa i złudzenia – jest szczęściem w gunie ignorancji.
18.39 Znaczenie: Ten, kto znajduje przyjemność w lenistwie i spaniu, jak również ten, kto nie ma pojęcia o tym, co wypada a co nie wypada, jest z pewnością w gunie ignorancji. Dla osoby w gunie ignorancji wszystko jest złudzeniem. Nie ma tu szczęścia ani na początku ani na końcu. Osoba w gunie pasji może odczuwać na początku pewien rodzaj krótkotrwałego szczęścia, które w końcu kończy się nieszczęściem, ale dla osoby w gunie ignorancji istnieje tylko nieszczęście, od początku do końca.
Kilka dni temu moim znajomym urodził się syn. Widzę jak z tego powodu są szczęśliwi. Nie będę twierdził, że nie są, a ich szczęście jest tylko wyobrażeniem mojego umysłu jakimś złudzeniem. Po prostu są szczęśliwi z tego faktu, promieniują tym szczęściem i tyle. Jednak jednocześnie, jak już wspomniane było wyżej, występuje i druga strona medalu, cierpienie. To cierpienie przejawia się w postaci niepokoju. Troską o to czy dziecko nie złapało w szpitalu żółtaczki, czy wszystko z nim jest dobrze, czy jest zdrowe itp. Ja mogę to widzieć bo stoję z boku i nie jestem w całe to zajście emocjonalnie zaangażowany. Nie dotyczy mnie ono. Wiem też, że ich szczęście nie będzie trwało zbyt długo. Emocje miną i przyjdzie zwykła codzienna szarzyzna. Ale czy mam gasić ich entuzjazm mówiąc im, że tylko wyobrażacie sobie własną radość? Tak na prawdę ściągnęliście na swoją głowę tysiące problemów związanych z pojawieniem się tego dziecka. Nie dość, że już teraz pracujecie od rana do wieczora i macie tyle trosk, a teraz jeszcze ich wam przybyło. Mam im to mówić? A skąd mam wiedzieć czy ten ich syn nie zostanie kiedyś bhaktą i będzie dla nich źródłem zbawienia?
Oni są teraz na swój sposób szczęśliwi i żadna filozofia im tego nie zabierze.
18.36 O najlepszy spośród Bharatów, teraz posłuchaj, proszę, o trzech rodzajach szczęścia, którymi cieszy się uwarunkowana dusza, i poprzez które może ona czasami położyć kres wszelkim nieszczęściom.
18.36 Znaczenie: Uwarunkowana dusza ciągle usiłuje znaleźć szczęście w życiu materialnym. W ten sposób żuje ona przeżute. Ale czasami, w czasie przeżuwania takich radości materialnych, zostaje ona – dzięki obcowaniu z wielką duszą – uwolniona z niewoli materialnej. Innymi słowy, uwarunkowana dusza zawsze jest zaangażowana w jakiś rodzaj zadowalania zmysłów, ale kiedy, dzięki obcowaniu z odpowiednimi osobami, zrozumie, że jest to jedynie ciągłe powtarzanie tej samej rzeczy, kiedy rozbudzona zostanie jej prawdziwa świadomość Krsny, zostaje czasami wyzwolona od takiego powtarzającego się (tak zwanego) szczęścia.
18.37 To szczęście, które na początku może być jak trucizna, ale pod koniec smakuje jak nektar, i które do samorealizacji budzi, nazywane jest szczęściem w gunie dobroci.
18.37 Znaczenie: W dążeniu do samorealizacji należy przestrzegać wielu zasad mających na celu kontrolowanie umysłu i zmysłów i skoncentrowaniu umysłu na jaźni. Wszystkie te procesy są bardzo trudne, gorzkie jak trucizna, ale jeżeli ktoś odnosi sukces w przestrzeganiu tych zasad i osiąga pozycję transcendentalną, wtedy zaczyna rozkoszować się nektarem prawdziwego życia.
18.38 Natomiast to szczęście, które czerpane jest z kontaktu zmysłów z przedmiotami zmysłów i które zdaje się być na początku nektarem, lecz w końcu okazuje się trucizną, jest szczęściem w gunie pasji.
18.38 Znaczenie: Młody mężczyzna spotyka młodą kobietę i zmysły nakłaniają go do patrzenia na nią, dotykania jej i w końcu do zbliżenia seksualnego. Na początku może to być dla zmysłów bardzo przyjemne, ale w końcu, albo po pewnym czasie, staje się trucizną. Odchodzą od siebie albo następuje rozwód, czemu towarzyszy rozpacz, smutek itd. Takie szczęście jest zawsze w gunie pasji. Szczęście czerpane z połączenia zmysłów z przedmiotami zmysłów jest zawsze przyczyną niedoli i dlatego należy unikać go za wszelką cenę.
18.39 A to szczęście, które jest na samorealizację ślepe, które jest złudzeniem od początku do końca, i które powstaje ze snu, lenistwa i złudzenia – jest szczęściem w gunie ignorancji.
18.39 Znaczenie: Ten, kto znajduje przyjemność w lenistwie i spaniu, jak również ten, kto nie ma pojęcia o tym, co wypada a co nie wypada, jest z pewnością w gunie ignorancji. Dla osoby w gunie ignorancji wszystko jest złudzeniem. Nie ma tu szczęścia ani na początku ani na końcu. Osoba w gunie pasji może odczuwać na początku pewien rodzaj krótkotrwałego szczęścia, które w końcu kończy się nieszczęściem, ale dla osoby w gunie ignorancji istnieje tylko nieszczęście, od początku do końca.
Kilka dni temu moim znajomym urodził się syn. Widzę jak z tego powodu są szczęśliwi. Nie będę twierdził, że nie są, a ich szczęście jest tylko wyobrażeniem mojego umysłu jakimś złudzeniem. Po prostu są szczęśliwi z tego faktu, promieniują tym szczęściem i tyle. Jednak jednocześnie, jak już wspomniane było wyżej, występuje i druga strona medalu, cierpienie. To cierpienie przejawia się w postaci niepokoju. Troską o to czy dziecko nie złapało w szpitalu żółtaczki, czy wszystko z nim jest dobrze, czy jest zdrowe itp. Ja mogę to widzieć bo stoję z boku i nie jestem w całe to zajście emocjonalnie zaangażowany. Nie dotyczy mnie ono. Wiem też, że ich szczęście nie będzie trwało zbyt długo. Emocje miną i przyjdzie zwykła codzienna szarzyzna. Ale czy mam gasić ich entuzjazm mówiąc im, że tylko wyobrażacie sobie własną radość? Tak na prawdę ściągnęliście na swoją głowę tysiące problemów związanych z pojawieniem się tego dziecka. Nie dość, że już teraz pracujecie od rana do wieczora i macie tyle trosk, a teraz jeszcze ich wam przybyło. Mam im to mówić? A skąd mam wiedzieć czy ten ich syn nie zostanie kiedyś bhaktą i będzie dla nich źródłem zbawienia?