albert pisze:Wczoraj ukazała się książka nad którą pracowaliśmy od jakiegoś czasu o czym czasami informowaliśmy. Pomysł jej wydania narodził się ponad dwa lata temu. Gdy ją zakupiłem w Niderlandach dla siebie, pomyślałem, że warto, aby wreszcie ukazało się opracowanie w Polsce, które rzetelnie ukazuje przeszłość i współczesność Ruchu Hare Kryszna, czyli ISKCON-u. Książka Rochforda, życzliwego a jednocześnie krytycznego badacza ISKCON-u świetnie się do tego nadaje.
Uważam jej pojawienie się na polskim, i nie tylko, rynku za bardzo dobrą rzecz. Dzięki, że się w to zaangażowałeś, Albercie.
Co do głosów sceptycznych, to ja ich nie rozumiem. Weźmy przykłady:
"Osobiscie uwazam ,ze wydawanie tej ksiązki w Polsce to bardzo nie trafiony pomysl.
Nie dotyczy zupelnie ISCKONU w Polsce ...
To tylko woda na młyn dla tzw "dobrze zyczących" "
"Oby nie stała się ona jedynie bogatym składem amunicji dla ruchów antykultowych w Polsce."
"Przede wszyskim tytuł tej ksiązki powinien brzmiec "Hare Kryszna w USA-przeobrazenie"
Wszystkie te "problemy" ISCKONU i to jeszcze przebrzmaiłe sprawy z przed parunastu lat zupełnie nie dotyczą Polskiego ISCKONU...
Dlaczego my sie mamy teraz tłumaczyc za to co dzialo sie dawno temu w Ameryce

"
Przede wszystkim, autorka (i autor) tych opinii nie czytali jeszcze książki, ale już 'wiedzą'. Po drugie, to, że nie dotyczy ona polskiego Iskconu (co jest dość polemiczne) nie znaczy, że w Polsce książka ma się nie ukazać. W ten sposób nie ukazałby się znaczna część pozycji na rynku wydawniczym.
Autorka nie pomyślała też, że ogólnoświatowe trendy zmian w Towarzystwie muszą wywierać, wywierały i wywierają wpływ, świadczą o i kształtują polski Isckon. Nie zauważyła też, że "dobrze życzący", czyli katolicka propaganda nienawiści nie potrzebują tej książki, żeby wiedzieć, jak się sprawy mają. Znają angielski i mają swoje macki także w USA.
Po trzecie, jeśli chcemy się stać znaczącą mniejszością religijną, ubiegać się o uregulowania naszego statusu ustawą, stanie się kościołem itp, musimy być transparentni i prowadzić dialog. Ważną częścią tego procesu jest uporanie się z przeszłością, problemami i otwarcie się na krytykę w sposób rozwiewający czarną propagandę.
I wreszcie, autorka może nie zauważyła, ale dotychczasowa nagonka na Towarzystwo w dominującym stopniu opierała się na wydarzeniach z amerykańskiego czy indyjskiego Iskconu. Podnoszenie teraz larum, że będziemy się tłumaczyć za nie, jest dość niewczesne i pozbawione sensu.
albert pisze:Moją osobistą motywacją było, aby dać do ręki materiał, który, przynajmniej w jakiejś części ukróci spekulacje na temat ISKCON-u, zarówno w ramach samego Towarzystwa jak i w organizacjach pozaiskconowych, często specjalizujących się w krytykanctwie; ale przede wszystkim, który pokaże fakty i pomoże społecznościom wielbicieli w ich rozwoju społecznym, jak i duchowym. Materiał, który pomoże zrozumieć Ruch Hare Kryszna i skończy się wreszcie era "największej specjalistki od Ruchu" Anny E. Kubiak z jej delicjami."
Masz rację, strach bierze się z niewiedzy, a propaganda katolicka straci rację bytu, i pokaże swoje prawdziwe oblicze, kiedy ludzie nas poznają. Musimy robić wszystko, by to nastąpiło, a takie książki są w tym niezbędne. Ciało robi to, co mu każe głowa.
albert pisze:Jest też kilka innowacji przekładu. M.in. postanowiłem wrzucić w obieg socjologicznego dyskursu pojęcie "oddania". Tak przekładam commitment odróżniając je od zaangażowania. Często też pojawia się pojęcie "głoszenia Świadomości Kryszny" zamiast nauczania. Zresztą, zwłaszcza w rozdziale 2, przekład miała oddać w jakimś stopniu żargon iskconowy w wypowiedziach wielbicieli w kontraście do narracji Rochforda.
Popieram jak najbardziej usuwanie żargonu iskconowego z polszczyzny i wrzucanie w obieg (tylko czemu socjologiczny?) wisznuickich pojęć teologicznych, ale mam wątpliwości co do przełożenia "commitment" jako "oddanie". "Oddanie" jest terminem teologicznym dla "bhakti", a nie socjologicznym "oddaniem się czemuś" czyli właśnie "zaangażowaniem". Obawiam się, że takie przełożenie może zafałszować przekaz w kluczowej sferze.
Jak przekładałeś w tej sytuacji "devotion"? "Pobożność"?
Wydanie tej książki jest krokiem w dobrym kierunku. Muszą jednak być następne kroki. Za takie uważam publikacje omawiające w rzetelny sposób miejsce Towarzystwa w tradycji religijnej wisznuizmu/hinduizmu oraz pozycje omawiające naszą, czyli wisznuicką teologię.