dziwne obiekty, dziwne doznania...
: 28 kwie 2012, 18:54
Witam wszystkich,
Nie utożsamiam się z żadną religią. Obserwuję trochę Wasze wpisy i oglądam filmy wrzucane przez Arkadiusza. Zauważyłem, że nie jest Wam obce pojęcie "UFO" i nie wkładacie tego między bajki lub nie traktujecie tego jako wytwór czyjejś chorej wyobraźni. Świadczy to o otwartości jak i skłonności do poznania prawdy o nas i o wszechświecie bez względu na to jak ona mogłaby być niezwykła lub niepojęta dla ludzkiego umysłu.
Z racji, że mam na koncie trochę "dziwnych" zdarzeń chcę trochę pobyć z tutaj z Wami. Liczę na to, że może czegoś się dowiem, że może spojrzę na pewne rzeczy z innej, nie znanej mi strony itd.
Pierwszy raz ujrzałem dziwne obiekty dwa lata temu. Było już ciemno, stałem na balkonie i w odległości nie większej niż 400m ujrzałem jak z nieokreślonej bezkształtnej świetlistej smugi wyłaniają się cztery obiekty i przyjmują kształt spodków (tak jakby złączyć ze sobą dwie miski). Miałem pod ręką lornetkę więc natychmiast je namierzyłem. Leciały w ciszy, miały jednolity kolor (coś jakby ciemna żółć lub bursztyn). Leciały w szyku przyjmując kształt rombu. Obiekt, który był na dole zmieniał powoli pozycję względem pozostałych. Obserwacja trwała kilka sekund.
Kilkanaście dni później idę ulicą, jest ciemno, spoglądam w bok i widzę jak w odległości ok. 20 metrów ode mnie tuż nad dachami domów leci coś świetlistego (świetliste zawijasy). Po chwili wyodrębniają się dwa małe obiekty i odlatują. Odlatując sprawiają wrażenie jakby się bawiły ze sobą. Obserwacja trwa kilka sekund.
W tym roku w lutym, wyglądam przez okno, jest już ciemno, centralnie przed mną wyłania się nie wiadomo skąd, sześć obiektów, takich samych jak dwa lata temu. Odległość może 100-150m, a może bliżej bo w nocy trudno ocenić odległość. Obiekty lecą w szyku, cztery ukośnie a dwa za nimi. Niesamowity widok i wrażenie. Obserwacja trwała kilka sekund.
W marcu wyglądam przez okno, jest ciemno, widzę kontem okna coś jasnego na niebie z prawej strony. Myślę, że to spadająca gwiazda... ale to leci zbyt nisko, zbyt wolno i to nie jest, tak jak zresztą poprzednio, ani ptak, ani samolot, ani chiński lampion, ani latawiec itd.itp. Obiekt jest bardzo blisko ok. 50 m. Widzę, że jest bardzo płaski. Zwracam uwagę na jego ostre końcówki. Obiekt dolatuje na wprost do linii mojego wzroku i zakręca. Widzę jego spód. Następnie robiąc łagodne zakręty odlatuje coraz dalej i znika. Piękny widok. Cisza i jakaś gracja w tym ruchu.
W kwietniu wyglądam przez okno. Jak zwykle jest ciemno. Czuję, że za chwilę ujrzę coś i faktycznie znów z prawej strony wyłania się kula światła. Leci najwolniej z wszystkich obiektów dotąd widzianych. Jest to jasne białe światło. Chwilę się przyglądam próbując ocenić czym to jest. Biegnę na balkon, chwytam lornetkę. Przybiega żona i razem obserwujemy. Jest to znów stosunkowo blisko i nisko, szacuję na góra 100m. Przez lornetkę próbuję ustalić czy w tm świetle są jakieś zarysy czegoś innego. Nic z tego, samo jaskrawe światło. Gdy zmieniam lornetki z mniejszej na większą, żona mówi, że obiekt nagle zmienił kierunek lotu i wydawało jej się, że przez chwilę zmienił pozycję z poziomej na pionową. W tej krótkiej chwili zamiany lornetki obiekt był już daleko, widoczny jako mały punkcik. Przy jego powolnej prędkości przemieszczania się musiał nieźle przyśpieszyć. Obserwacja trwała nie więcej niż minutę.
Powyższe przypadki próbowałem różnie interpretować. Są ludzie, którzy twierdzą, że są porywani przez obce istoty i cierpią z tego powodu. Są ludzie, którzy twierdzą, że mają kontakty z innymi istotami (z innych planet, czy wymiarów) i są one przyjazne. Ja wiem tylko tyle, że widziałem coś czego nie potrafię dopasować do niczego mi znanego. Wciąż mnie to zastanawia i pisząc o tym w jakiś sposób czuję, że nie jestem sam z tym faktem. Co Wy na to ? Czy ktoś z Was miał podobne zdarzenia ?
*******************************************************************
Teraz kolejna sprawa...
Co Waszym zdaniem oznacza gdy podczas medytacji pojawia się uczucie unoszenia wysoko pod sufitem ? To źle, dobrze czy jest to nic nie znaczący efekt uboczny wyciszenia się ?
*******************************************************************
Prahlad Nrsimha Prabhu mówił o miejscach przez, które dusza może opuścić ciało.
Kiedyś uważałem, że faktycznie im wyższy punkt wyjścia tym lepiej.
Spotkałem się jednak z opinią, że serce jest centrum i najlepsze jest wyjście z tego miejsca.
Dwa razy zdarzyło mi się poczuć jak z serca "rozprzestrzeniłem" się na świat i każdy był dosłownie mną albo ja w nim. Trudno to oddać słowami. Stało się to bez żadnej praktyki, bez wysiłku i zamiaru. W tym stanie nie było nic oprócz Miłości. Jak to się ma do wyższych obszarów ciała i wyjścia przez nie ? Trudno mi wyobrazić sobie coś większego niż miłość.
Może ktoś wyjaśnić tą sprawę albo dać odniesienie do jakiegoś tekstu, który to wyjaśnia ?
********************************************************************
Kilkanaście lat temu zdarzyło mi się coś takiego, że będąc w pracy ujrzałem przed sobą żółtawy obłok/smugę która była rozciągnięta i płynęła z prawej do lewej strony... po chwili zakręciła pod kątem prostym i dopłynęła do mnie i... weszło to we mnie przez usta i nos. Czułem, że to miało cierpki smak. Tego samego dnia gdy wróciłem do domu powiedziałem mniej więcej coś takiego: "Boże co to jest? Jeśli to jest od Ciebie to chcę jeszcze, a jeśli nie jest to od Ciebie to nie chcę tego". (Wtedy byłem gorliwym chrześcijaninem). Natychmiast sytuacja powtórzyła się identycznie jak w pracy. Poza tymi dwoma przypadkami nigdy więcej to się nie powtórzyło. Do dziś nie wiem co to mogło znaczyć. Macie może jakąś podpowiedź ?
********************************************************************
Jest noc, nagle uświadamiam sobie, że widzę śpiącego faceta, po chwili rozpoznaję, że to ja sam. Pstryk i jestem w swoim ciele obudzony, mając przy tym dość nieprzyjemne odczucie, coś jak dreszcze czy jakieś prądy.
Innym razem w nocy widzę jak lecę przez pokój, widzę też swoje śpiące ciało i wchodzę w nie.
Też tylko dwa razy miałem takie zdarzenie.
Proszę powiedzcie co może dziać się z duszą gdy sobie gdzieś tam "fruwa" i dlaczego nie pamięta się tego po powrocie ? Trochę mnie to irytuje, że nie wiem gdzie i po co fruwam.
********************************************************************
A teraz kwestia Boga... proszę łaskawie zrozumieć moje pytanie i nie odebrać go jako zaczepkę czy coś w tym rodzaju. Najzwyczajniej wypowiadam swoje dylematy.
Biblia jest jedna, a wiele wyznań chrześcijańskich z których każde uważa się za najwłaściwsze i podziały doktrynalne między nimi są dość wyraźne, a zagłębiając się w temat nawet rażące.
Podobnie jest z interpretacją słów Buddy przez buddystów i różne tam odłamy występują.
Z Wed wyodrębniła się Adwaita. Każdy opcja ma swoje argumenty.
Czy to, że ktoś wierzy w Pana Krysznę wynika z tego, że tak się przydarzyło w życiu, czy też jest w tym coś więcej niż ludzka skłonność i potrzeba przylgnięcia do siły wyższej. Pytam czy jest jakiś szczególny argument za wiarą właśnie w Pana Krysznę ? Wiem, że jest to indywidualna sprawa rozpatrywana subiektywnie. Każdy ma inną historię życia i inne okoliczności, które doprowadziły go np. do Pana Kryszny. Zdaję też sobie sprawę, że powołując się na indywidualne odczucia ludzie argumentują za swoją wiarą najczęściej poprzez to, że w czymś im to pomogło, że zostali odmienieni na lepsze itp. To jest zrozumiałe i oczywiste. Sam tak kiedyś broniłem swojej wiary w Jezusa. Przypuszczam, że gdybym przyjął i wielbił Pana Krysznę to używałbym niemalże takich samych subiektywnych argumentów za tą właśnie postacią w której upatruję Boga.
Moje pytanie jest więc takie: czy wielbiciele Pana Kryszny mają jakieś szczególne argumenty, które wykraczają ponad subiektywne odczucia aby właśnie w Panu Krysznie widzieć Boga ?
********************************************************************
Wiem, że człowiek może być łatwo manipulowany przez innych, że manipulacja im subtelniejsza tym trudniej wykrywalna. Niepojęty jest ten świat i całe życie. Im więcej się dowiaduję tym widzę rozmiar mojej niewiedzy. Jest to szczere przyznanie się do własnych ograniczeń poznawczych. Mimo wszystko chce poznać Prawdę, a Bóg pozostaje wciąż dla mnie Tajemnicą. Obecnie jestem w stanie przyjąć Jego miłość i łaskę i o to proszę, wierząc, że to właśnie Bóg (chociaż nie jest mi obca myśl, że również jakiś półbóg może podszywać się pod Boga, a ja nie potrafię tego odróżnić). Jednak nie mam zielonego pojęcia jakie jest Jego imię i czy w ogóle potrzebuje On imienia. Imię wszak jest tylko opisem jakiejś właściwości, a nie czymś samym w sobie. Życzę Wam z serca wszystkiego najlepszego i cieszę się, że mogę tutaj coś napisać. Z uwagą przeczytam każda Waszą odpowiedź, podpowiedź wobec poruszonych przeze mnie wątków oraz pochylę głowę wobec tego co niewypowiedziane.
Nie utożsamiam się z żadną religią. Obserwuję trochę Wasze wpisy i oglądam filmy wrzucane przez Arkadiusza. Zauważyłem, że nie jest Wam obce pojęcie "UFO" i nie wkładacie tego między bajki lub nie traktujecie tego jako wytwór czyjejś chorej wyobraźni. Świadczy to o otwartości jak i skłonności do poznania prawdy o nas i o wszechświecie bez względu na to jak ona mogłaby być niezwykła lub niepojęta dla ludzkiego umysłu.
Z racji, że mam na koncie trochę "dziwnych" zdarzeń chcę trochę pobyć z tutaj z Wami. Liczę na to, że może czegoś się dowiem, że może spojrzę na pewne rzeczy z innej, nie znanej mi strony itd.
Pierwszy raz ujrzałem dziwne obiekty dwa lata temu. Było już ciemno, stałem na balkonie i w odległości nie większej niż 400m ujrzałem jak z nieokreślonej bezkształtnej świetlistej smugi wyłaniają się cztery obiekty i przyjmują kształt spodków (tak jakby złączyć ze sobą dwie miski). Miałem pod ręką lornetkę więc natychmiast je namierzyłem. Leciały w ciszy, miały jednolity kolor (coś jakby ciemna żółć lub bursztyn). Leciały w szyku przyjmując kształt rombu. Obiekt, który był na dole zmieniał powoli pozycję względem pozostałych. Obserwacja trwała kilka sekund.
Kilkanaście dni później idę ulicą, jest ciemno, spoglądam w bok i widzę jak w odległości ok. 20 metrów ode mnie tuż nad dachami domów leci coś świetlistego (świetliste zawijasy). Po chwili wyodrębniają się dwa małe obiekty i odlatują. Odlatując sprawiają wrażenie jakby się bawiły ze sobą. Obserwacja trwa kilka sekund.
W tym roku w lutym, wyglądam przez okno, jest już ciemno, centralnie przed mną wyłania się nie wiadomo skąd, sześć obiektów, takich samych jak dwa lata temu. Odległość może 100-150m, a może bliżej bo w nocy trudno ocenić odległość. Obiekty lecą w szyku, cztery ukośnie a dwa za nimi. Niesamowity widok i wrażenie. Obserwacja trwała kilka sekund.
W marcu wyglądam przez okno, jest ciemno, widzę kontem okna coś jasnego na niebie z prawej strony. Myślę, że to spadająca gwiazda... ale to leci zbyt nisko, zbyt wolno i to nie jest, tak jak zresztą poprzednio, ani ptak, ani samolot, ani chiński lampion, ani latawiec itd.itp. Obiekt jest bardzo blisko ok. 50 m. Widzę, że jest bardzo płaski. Zwracam uwagę na jego ostre końcówki. Obiekt dolatuje na wprost do linii mojego wzroku i zakręca. Widzę jego spód. Następnie robiąc łagodne zakręty odlatuje coraz dalej i znika. Piękny widok. Cisza i jakaś gracja w tym ruchu.
W kwietniu wyglądam przez okno. Jak zwykle jest ciemno. Czuję, że za chwilę ujrzę coś i faktycznie znów z prawej strony wyłania się kula światła. Leci najwolniej z wszystkich obiektów dotąd widzianych. Jest to jasne białe światło. Chwilę się przyglądam próbując ocenić czym to jest. Biegnę na balkon, chwytam lornetkę. Przybiega żona i razem obserwujemy. Jest to znów stosunkowo blisko i nisko, szacuję na góra 100m. Przez lornetkę próbuję ustalić czy w tm świetle są jakieś zarysy czegoś innego. Nic z tego, samo jaskrawe światło. Gdy zmieniam lornetki z mniejszej na większą, żona mówi, że obiekt nagle zmienił kierunek lotu i wydawało jej się, że przez chwilę zmienił pozycję z poziomej na pionową. W tej krótkiej chwili zamiany lornetki obiekt był już daleko, widoczny jako mały punkcik. Przy jego powolnej prędkości przemieszczania się musiał nieźle przyśpieszyć. Obserwacja trwała nie więcej niż minutę.
Powyższe przypadki próbowałem różnie interpretować. Są ludzie, którzy twierdzą, że są porywani przez obce istoty i cierpią z tego powodu. Są ludzie, którzy twierdzą, że mają kontakty z innymi istotami (z innych planet, czy wymiarów) i są one przyjazne. Ja wiem tylko tyle, że widziałem coś czego nie potrafię dopasować do niczego mi znanego. Wciąż mnie to zastanawia i pisząc o tym w jakiś sposób czuję, że nie jestem sam z tym faktem. Co Wy na to ? Czy ktoś z Was miał podobne zdarzenia ?
*******************************************************************
Teraz kolejna sprawa...
Co Waszym zdaniem oznacza gdy podczas medytacji pojawia się uczucie unoszenia wysoko pod sufitem ? To źle, dobrze czy jest to nic nie znaczący efekt uboczny wyciszenia się ?
*******************************************************************
Prahlad Nrsimha Prabhu mówił o miejscach przez, które dusza może opuścić ciało.
Kiedyś uważałem, że faktycznie im wyższy punkt wyjścia tym lepiej.
Spotkałem się jednak z opinią, że serce jest centrum i najlepsze jest wyjście z tego miejsca.
Dwa razy zdarzyło mi się poczuć jak z serca "rozprzestrzeniłem" się na świat i każdy był dosłownie mną albo ja w nim. Trudno to oddać słowami. Stało się to bez żadnej praktyki, bez wysiłku i zamiaru. W tym stanie nie było nic oprócz Miłości. Jak to się ma do wyższych obszarów ciała i wyjścia przez nie ? Trudno mi wyobrazić sobie coś większego niż miłość.
Może ktoś wyjaśnić tą sprawę albo dać odniesienie do jakiegoś tekstu, który to wyjaśnia ?
********************************************************************
Kilkanaście lat temu zdarzyło mi się coś takiego, że będąc w pracy ujrzałem przed sobą żółtawy obłok/smugę która była rozciągnięta i płynęła z prawej do lewej strony... po chwili zakręciła pod kątem prostym i dopłynęła do mnie i... weszło to we mnie przez usta i nos. Czułem, że to miało cierpki smak. Tego samego dnia gdy wróciłem do domu powiedziałem mniej więcej coś takiego: "Boże co to jest? Jeśli to jest od Ciebie to chcę jeszcze, a jeśli nie jest to od Ciebie to nie chcę tego". (Wtedy byłem gorliwym chrześcijaninem). Natychmiast sytuacja powtórzyła się identycznie jak w pracy. Poza tymi dwoma przypadkami nigdy więcej to się nie powtórzyło. Do dziś nie wiem co to mogło znaczyć. Macie może jakąś podpowiedź ?
********************************************************************
Jest noc, nagle uświadamiam sobie, że widzę śpiącego faceta, po chwili rozpoznaję, że to ja sam. Pstryk i jestem w swoim ciele obudzony, mając przy tym dość nieprzyjemne odczucie, coś jak dreszcze czy jakieś prądy.
Innym razem w nocy widzę jak lecę przez pokój, widzę też swoje śpiące ciało i wchodzę w nie.
Też tylko dwa razy miałem takie zdarzenie.
Proszę powiedzcie co może dziać się z duszą gdy sobie gdzieś tam "fruwa" i dlaczego nie pamięta się tego po powrocie ? Trochę mnie to irytuje, że nie wiem gdzie i po co fruwam.
********************************************************************
A teraz kwestia Boga... proszę łaskawie zrozumieć moje pytanie i nie odebrać go jako zaczepkę czy coś w tym rodzaju. Najzwyczajniej wypowiadam swoje dylematy.
Biblia jest jedna, a wiele wyznań chrześcijańskich z których każde uważa się za najwłaściwsze i podziały doktrynalne między nimi są dość wyraźne, a zagłębiając się w temat nawet rażące.
Podobnie jest z interpretacją słów Buddy przez buddystów i różne tam odłamy występują.
Z Wed wyodrębniła się Adwaita. Każdy opcja ma swoje argumenty.
Czy to, że ktoś wierzy w Pana Krysznę wynika z tego, że tak się przydarzyło w życiu, czy też jest w tym coś więcej niż ludzka skłonność i potrzeba przylgnięcia do siły wyższej. Pytam czy jest jakiś szczególny argument za wiarą właśnie w Pana Krysznę ? Wiem, że jest to indywidualna sprawa rozpatrywana subiektywnie. Każdy ma inną historię życia i inne okoliczności, które doprowadziły go np. do Pana Kryszny. Zdaję też sobie sprawę, że powołując się na indywidualne odczucia ludzie argumentują za swoją wiarą najczęściej poprzez to, że w czymś im to pomogło, że zostali odmienieni na lepsze itp. To jest zrozumiałe i oczywiste. Sam tak kiedyś broniłem swojej wiary w Jezusa. Przypuszczam, że gdybym przyjął i wielbił Pana Krysznę to używałbym niemalże takich samych subiektywnych argumentów za tą właśnie postacią w której upatruję Boga.
Moje pytanie jest więc takie: czy wielbiciele Pana Kryszny mają jakieś szczególne argumenty, które wykraczają ponad subiektywne odczucia aby właśnie w Panu Krysznie widzieć Boga ?
********************************************************************
Wiem, że człowiek może być łatwo manipulowany przez innych, że manipulacja im subtelniejsza tym trudniej wykrywalna. Niepojęty jest ten świat i całe życie. Im więcej się dowiaduję tym widzę rozmiar mojej niewiedzy. Jest to szczere przyznanie się do własnych ograniczeń poznawczych. Mimo wszystko chce poznać Prawdę, a Bóg pozostaje wciąż dla mnie Tajemnicą. Obecnie jestem w stanie przyjąć Jego miłość i łaskę i o to proszę, wierząc, że to właśnie Bóg (chociaż nie jest mi obca myśl, że również jakiś półbóg może podszywać się pod Boga, a ja nie potrafię tego odróżnić). Jednak nie mam zielonego pojęcia jakie jest Jego imię i czy w ogóle potrzebuje On imienia. Imię wszak jest tylko opisem jakiejś właściwości, a nie czymś samym w sobie. Życzę Wam z serca wszystkiego najlepszego i cieszę się, że mogę tutaj coś napisać. Z uwagą przeczytam każda Waszą odpowiedź, podpowiedź wobec poruszonych przeze mnie wątków oraz pochylę głowę wobec tego co niewypowiedziane.
, 
