John pisze:CZyli przed każdym nowym narodzeniem, w jakiejkolwiek formie trafiam przed obliczę Pana Yamarajy ?
W moim zrozumieniu, generalnie, żywa istota trafia przed oblicze Jamaradża po opuszczeniu ludzkiej formy życia, która stanowi rozdroże prowadzące w trzech kierunkach:
devas (półbogów),
pitas (przodków) oraz niższych stworzeń (Vedanta-sutra 3.1.19). Grzeszne
jivy kierowane są do piekła, gdzie ich ludzka świadomość "kurczy się" na skutek doznawanych cierpień, i staje się w ten sposób lepiej przystosowana do życia w niższych formach życia. Ewentualnie kierowane są one z powrotem do ludzkiego ciała zakładając, że w swoim życiu chociaż w pewnym stopniu kultywowały wiedzę i spełniała dobre czyny (ibid.). Garuda Purana 2.18.34 mówi też o następnej możliwości, gdzie osoby torturowane w piekle przez kilka lat, a nie posiadające potomstwa, które poprzez ceremonię "śraddha" byłoby w stanie wyzwolić rodzica z piekielnej katorgi, stają się Jamadutami czyli dostają oficjalną legitymację pracownika piekła wraz ze znaczną zniżką na olej palny oraz łańcuchy i pałki.
Jako że rośliny i zwierzęta pozbawione są wolnej woli, nie kumulują one nowej
karmy, poprzez popełnianie grzesznych czy pobożnych czynów, jak to się dzieje w społeczeństwie ludzkim. Dlatego transmigrując np. z formy pancernika do jeżozwierza, żywa istota nie staje po śmierci przed obliczem Jamaradża, ponieważ sąd nad nią już się odbył. W ten sposób widzi to Markandeya Purana, w historii o Harisczandrze. Z jednej formy zwierzęcej przechodził on do następnej, aż do osiągnięcia ludzkiego wcielenia, a wszystko to bez przerywników pomiędzy poszczególnymi narodzinami, typu "wieczorek taneczny dla karaluchów" na dworze Jamaradża, lub "przesłuchanie strusia" w wykonaniu pracowników oczyszczalni ścierw i ścieków ludzkich, zwanych Jamadutami.
Pobożne żywe istoty, udają się zgodnie ze swoją karmą i za zezwoleniem Jamaradży na
svargalokę (do raju), gdzie cieszą się długim i szczęśliwym życiem, po którym opuszczają obszar
svarga, "w towarzystwie pozostałości swojej karmy", jak informuje nas o tym na podstawie Upaniszadów Baladeva Vidyabuszana, w Govinda Bhasya (implikacja tego jest taka, że upadek ze
svargi nie jest równoznaczny z całkowitym wyczerpaniem się czyjejś dobrej karmy). Nie sądzę też, aby doświadczenie spotkania Jamaradża i jego "ludzi" było aż tak bardzo nieprzyjemne dla pobożnych, w porównaniu z przygodami ich grzesznych rówieśników.
("Jamaduta 3.: Jadutek, zakuj go w kajdany i dołóż mu porządnie, zanim nam cwaniak ucieknie do nieba!
Jamaduta 1, 2 oraz młodszy Jamaduta Jadutek wraz z czterookim psem służbowym "Marusia": Muahahahaha!!!").
Sądząc z podanych w śastrach opisów upadku z planet niebiańskich, (a jest to dosłownie wolny spadek w przestrzeni kosmicznej, w kierunku Ziemii, gdzie delikwent jest na żywca pożerany przez Rakszasów i innych, i gdzie dusza opuszcza niebiańskie ciało poprzez łzy bólu, które następnie mieszając się z deszczem padającym na ziarno, które jest zjadane i wnika w męskie nasienie, a potem to już wiadomo - rodzi się następny pan Rysiu lub pani Ola), można wywnioskować, że nie ma potrzeby aby udawać się przed oblicze Jamaradża, bo sąd nad przeznaczeniem tej
jivy miał już uprzednio miejsce, a pozostałości jej, czy to złej czy też dobrej karmy gwarantują przyjęcie odpowiedniego ciała.
Należałoby by też wspomnieć o wyjątkach, takich jak np. niezwykła moc i wpływ noszenia tilaka z gopi-chandan, noszenia koralików
kanti-mala, skremowania ciała używając do tego gałęzi Tulasi czy też wykonania wydawałoby się niewielkiej służby oddania dla Pana, nawet przez grzeszne osoby. Garga Samhita, Padma Purana i Skanda Purana, wspominając tu zaledwie kilka pism, opisują niesamowite historie, w których np. okrutny król Dirghabahu, który zgodnie z zapiskami Citragupty w jego piekielnej "książce meldunkowej" zwanej
Agrasandhani, zamordował setki braminów, 10 kobiet w ciąży, oraz zastrzelił krowę, nie spełniając przy tym ani jednego dobrego uczynku w życiu, został wysłany na Waikunty zamiast do
naraki, tylko z tego powodu, że umierając, upadł twarzą w leżących na ziemi kilka kropel gopi-chandanu, które skapnęły pewnie z dłoni, jakiegoś spieszącego się na mangala-arati, ISKCON-owemu bhakcie. Jamaradża i Citragupta zauważyli, że coś jest nie tak, kiedy po wrzuceniu Dirghabahu do najgorszego z możliwych piekieł zwanego Kumbhipaka, rozgrzany na maksa olej przyjął nagle temperaturę pokojową, nie tylko nie sprawiając Dirghabahu żadnej niewygody, ale i wręcz przeciwnie masując mu delikatnie mięśnie w radzieckim, sportowym stylu, możliwym do doświadczeniu tylko w zamierzchłych czasach dorodnego komunizmu. Sprawę dopiero wyjaśnił im przejeżdzający tranzytem Śrila Wyasadewa.