RafalJyot pisze:... Pamietajmy ze celibat oznacza wiele rzeczy (przedstawia to Prabhupada w Nektarze Instrukcji)
Czy to nie jest tak, że wszystko zależy od punktu widzenia? Cytowane powyżej siastry wydają się oznajmiać autorytatywnie określone stwierdzenia. Ale ciekawy jestem w jakich okolicznościach i do kogo były wypowiedziane. Czas, miejsce i okoliczności... i dualizm oceny: dobre, niedobre. Pomyslne lub niepomyślne... Czy znamy ostateczne skutki reakcji ciała na celibat? Ostateczną reakcją ciała na wszystko co je spotyka jest jego śmierć. Jeśli się boję o te skutki to wygląda na to, że nie znam ostatecznych skutków duchowych, a moja uwaga skupia się na tymczasowych możliwych do zaistnienia reakcjach ciała.
Po przeczytaniu po raz pierwszy przytoczonych tekstów o skutkach praktykowania celibatu pierwsza myśl jaka pojawia się w umyśle jest taka: "Ojej, to straszne! Praktykując celibat rozchoruję się!" Ale inteligencja podpowiada, że pomimo iż z punktu widzenia materialnego życia byłoby to niepomyślne to jednak mając na względzie praktykę celibatu z powodu postępu duchowego to takie tam różne jak bezpłodność, czy nawet jakieś bóle ostatecznie nie powinny wytrącać z równowagi.
Nawet jeśli jakieś niedogodności cielesne mogą się pojawić w czasie praktyki celibatu to z punktu widzenia karmicznego w momencie podjęcia decyzji o praktykowaniu celibatu i tak wydaje się to przerzuceniem cierpienia z jednego worka reakcji do drugiego. "Odklejanie" świadomości od materialnych obiektów zmysłowych może być bolesne jeśli jest się bardzo przywiązanym do zadowalania zmysłów. Ale to przecież kwestia determinacji utrzymywania podjętej decyzji.
Poza tym jesli nie rozwija się zaufania do Kryszny w miarę praktykowania procesu duchowego jak można go kontynuować? Strach o ciało i mogące się pojawić cierpienie zapewne staje się przeszkodą w czynieniu postępu duchowego. A nadmierne skupianie się na omijaniu przeszkód związamych z niewygodami cielesnymi odciąga uwagę od istoty praktyki duchowej.
Wielu wielbicieli w ISKCON-nie chciałoby być ścisłymi brahminami, brahmaczarinami, podporządkowanymi woli mistrza duchowego i.t.d. Bo tak trzeba, bo tak im ktoś powiedział, albo zacytował (cytować można z śastr różne stwierdzenia zarówno te utwierdzające czyjąś ignorancję, pasję, dobroć jak i transcendencję). Jednak praktyka pokazuje, że na początku niestety może być to tylko powierzchowne pragnienie. A dzieje się tak, że czasem zapominamy stawać się Waisznawami... Oczywiście to tylko dygresja i mam nadzięję, że nikt tu nie poczuje się urażony.