wspólnota, kolektyw, skłot i wolność

Co cię porusza, boli, cieszy
Awatar użytkownika
albert
Posty: 497
Rejestracja: 28 lis 2006, 13:15
Lokalizacja: Dziadoszyce

wspólnota, kolektyw, skłot i wolność

Post autor: albert » 04 cze 2009, 09:24

Ciekawy i mądry wywiad...


W poszukiwaniu współczesnego odpowiednika hipisowskich komun byłyśmy na Skłocie Elba, który mieści się w Warszawie przy ul. Elbląskiej. Powdychałyśmy skłotowe powietrze, pokręciłyśmy się między graffiti, posłuchałyśmy zabrania mieszkańców, a potem porozmawiałyśmy z jednym z nich. Czy łatwo o autentyczną wspólnotę we współczesnym świecie? Dlaczego życie bez centralnego ogrzewania daje satysfakcję?



KINOTERAPIA.PL: Czy skłot to pomysł na życie czy na jakiś czas?
X*: Moim pomysłem na życie jest bycie wolnym. Dla mnie skłot jest laboratorium, w którym można testować alternatywne modele życia. Po pierwsze, życia bardziej prostego, bardziej prymitywnego, gdzie trzeba bardziej na siebie liczyć, a nie na społeczeństwo i system. Sprawdzam, na ile można sobie poradzić bez tych wszystkich udogodnień cywilizacyjnych, przynajmniej częściowo, bo jak widać prąd mamy. Ale nie ma wody w kranie, muszę sobie ją przynieść, jak kiedyś ze źródła. Że jak mi cieknie z dachu, to muszę tę dziurę załatać, że muszę to miejsce ogrzać, że wszystko muszę zrobić sam, własnymi rękoma. I to jest bardzo proste życie, które daje ogromną satysfakcję, bo wszystkie czynności są celowe, wypełniają czas, człowiek się nie nudzi, ma władzę nad własnym losem. Na zewnątrz wygląda to zupełnie inaczej. Weźmy awarię elektrowni w Szczecinie, panika w mieście. Kiedy zacząłem tu mieszkać nie mieliśmy prądu i jakoś przetrwaliśmy zimę. Bez centralnego ogrzewania. Były takie sytuacje, że woda zamarzła w kiblu, że siedzieliśmy godzinami przy świeczce. To daje ogromną satysfakcję i poczucie samodzielnego zaspokajania potrzeb. Człowiek normalny ma wszystkie potrzeby zaspokojone, ale musi za to płacić, więc musi pracować, musi być posłuszny, sprzedawać swój czas, swoje życie pracodawcom, których ja nazywam „życiobiorcami”.

Jak znalazłeś się na Elbie?
Zaczęło się od muzyki punkowej. Przychodzi czas, kiedy człowiek zaczyna kwestionować to, co widzi i zastanawiać się nad tym, po co żyje. I stwierdza, że świat nie podoba mu się. Takie subkultury jak punkowa wyrażają to dobrze. Do mnie trafiło. Ale to była tylko taka zabawa; chodzenie na koncerty, ciężkie buty, naszywki, koszulki, takie tam w sumie pierdoły. Potem pojawiły się idee, bo ta muzyka miała jakiś mądrzejszy przekaz. Zostałem nakierowany na idee anarchistyczne, ekologiczne. Kwestie rasizmu, wojen, antyfaszyzmu, wegetarianizmu. Teraz widzę te rzeczy zupełnie inaczej i określam je mianem lewactwa, a nawet manipulacji, ale wtedy się temu poddawałem.

Dlaczego manipulacji?
To był czas rabunkowej prywatyzacji, zalewu zagranicznymi inwestycjami, wejścia do NATO i UE. A dla mnie i mnie podobnych największymi problemami były rasizm i wyzwolenie zwierząt. Na studiach pojawiał się antyglobalizm, zaczynałem rozumieć, brałem udział w protestach. Powiedzmy, że przez te pierwsze lata uczestniczyłem w tym wszystkim jednak raczej biernie. A potem przyszła taka refleksja, że pora zaangażować się czynnie i szukać jakichś alternatyw wobec tego całego systemu i społeczeństwa, które uznaję za jeden wielki przekręt. Cały ten model cywilizacji, że człowiek jest trybikiem w maszynie. I że te wszystkie lewackie idee spychają myślenie na tory boczne, zaciemniając istotę rzeczy. Trzeba szukać realnych alternatyw na życie w tym świecie. Chodzę na protesty, mam naszywkę odpowiednią, dyskutuję zażarcie z jakimiś znajomymi o wielkich ideach, a tak naprawdę skończyłem szkołę średnią, jestem na studiach, po nich pójdę do pracy i będę żył dokładnie tak samo jak ci wszyscy ludzie, których krytykuję. I że nie tego chcę.

A co studiowałeś?
Filozofię i psychologię, ale nie skończyłem. Potem był szczyt antyglobalistyczny w Warszawie, jeden większy, a potem mniejszy. I od tego drugiego szczytu zacząłem się angażować czynnie w działalność anarchistyczną. Na początku było „Jedzenie zamiast bomb”. Dużo z tego się działo na Elbie. Przygotowanie do szczytu – gotowanie jedzenia dla setek demonstrantów, którzy ściągnęli z całej Polski. Wkręciłem się w towarzystwo, choć było bardzo hermetyczne. Ale udało mi się wkręcić. Zostałem. W międzyczasie rzuciłem szkołę, bo uznałem, że nie jest mi to potrzebne do życia i do szczęścia. Stwierdziłem, że nie chcę funkcjonować w społeczeństwie, w którym się liczy kto ile zarabia, kto co ma w papierach i gdzie życie sprowadza się do posłuszeństwa. Praca polega na niczym innym, jak na tym, żeby być posłusznym, za co dostaje się pieniądze.

Pracujesz?
Nie. W każdym razie, pomyślałem, że nie chcę tak żyć.

Więc dlaczego zrezygnowałeś?
Rzuciłem szkołę, bo zacząłem na poważnie zajmować się tamtą pracą i angażować w życie skłotu. Zacząłem współorganizować imprezy, koncerty, czy wydarzenia rowerowe, kino czwartkowe, różne rzeczy się tam wtedy działy. To były głównie imprezy, jedyna duża akcja wychodząca na zewnątrz, to było „Jedzenie zamiast bomb”, czyli cotygodniowe wydawanie posiłków bezdomnym. Większość osób się wykruszyła, zostałem ja i jeszcze ze trzy osoby i ciągniemy to dalej. Reszta działań to były imprezy, ale też np. treningi, ogólnie fajne wydarzenia. Dużo mi to sprawiało radochy. Własny alternatywny świat, knajpa, do której się z przyjemnością przychodzi, w której leci taka muzyka, jaką lubię, w której piwo kosztuje 3 złote, gdzie można ze znajomymi pogadać, gdzie można w piłkarzyki pograć za darmo, a nie za 5 złotych. Miejsce, gdzie są koncerty, gdzie nie ma ochrony, jakiegoś chamstwa, zaglądania w torby, ściągania pasków. Gdzie jest tak jak być powinno.
W międzyczasie pojawiło się zagrożenie wyburzeniem tamtego skłotu. To była duża mobilizacja, podobna do tej, która jest teraz – wiedzieliśmy, że trzeba tego miejsca bronić. Ostatecznie właściciel wyburzył te obiekty użytkowe – skatepark, salę treningową, bar, kino, ale został dom dla ludzi. Więc zaczęło się szukanie nowego miejsca, by móc wznowić działalność. Była próba wejścia na Jaracza, kilka budynków oglądaliśmy, ja też, bo się zdecydowałem na mieszkanie na skłocie. Stwierdziłem, że jest w tym potencjał, że mieszkając na skłocie można robić dużo więcej rzeczy niż mieszkając np. w bloku. Szukaliśmy w różnych miejscach, aż się okazało, że jest budynek tutaj, po drugiej stronie ulicy. Zebrała się kolejna ekipa, zaczęło się sprzątanie, remonty, i tak dalej. Powstał bar, sala treningowa, skatepark, nowa kuchnia, sala koncertowa. Przede wszystkim mieszkanie.

Sami to budowaliście, te pokoje?
Nie, ta boazeria już tu była, musiałem tylko drzwi wstawić, meble ze śmietników zebrane. Parę pomysłów oryginalnych – ta suszarka jest na przykład z drabinek od łóżeczka dziecięcego. Kozę trzeba było kupić, rury wstawić. Murowanie jest techniką prymitywną, glinianą.

Jak przyjmujecie nowych ludzi?
Jeśli są wolne pokoje, a teraz ich nie ma, to zasada jest jedna – wszyscy muszą się zgodzić.

Czy to się odbywa na zasadzie rozmowy?
Zazwyczaj, jeśli ta osoba nikogo tu nie zna, to nie chce z nami mieszkać, nie? Ale czasem tak się trafia, że ktoś nieznajomy chce przenocować w pokoju gościnnym, wtedy jeden z mieszkańców musi wziąć za niego odpowiedzialność. Żeby nie było sytuacji, że pojawia się tu nie wiadomo kto i coś komuś ginie.

Ale podobno się to jeszcze nigdy nie zdarzyło, tak?
Nie zdarzyło się.

Powiedz coś więcej o organizacji waszego życia tutaj.
Opłat oczywiście nie ma. Prąd z agregatu, wodę nosimy ze studni oligoceńskiej.

Robicie jakieś wspólne zakupy?
Nie. Po zamieszkaniu razem wyszło, że mamy zupełnie różne podejścia do pewnych kwestii. Dużo osób tutaj wyznaje taką mocno kolektywistyczną ideologię, dyskutowanie, ustalanie zasad, robienie na siłę społeczności, a ja sobie cenię samowystarczalność.

Skąd macie jedzenie?
Ja kupuję na bazarze, to wychodzą jakieś grosze. Wydatki rzędu 150 złotych miesięcznie. Trochę mamy za darmo - to jedzenie, które dostajemy z Broniszy od rolników na akcję "Jedzenie zamiast bomb". Zawsze dostajemy więcej niż jesteśmy w stanie przerobić. Jakieś niewielkie sumy pieniędzy można pozyskać łatwo, jakieś dorywcze prace, pokręcić się na skrzyżowaniu pomyć szyby.

Były tutaj jakieś pary z dziećmi?
Nie, nie było. Zdarzają się, ale nie tutaj. Na Zachodzie to dosyć normalne.

Macie jakieś zasady, które obowiązują na terenie?
Możliwe, ale przyznam, że słabo się w tym orientuję. Główną zasadą jest prawo weta każdego z mieszkańców. Ja zresztą staram się żyć bez sztucznych zasad. Uważam, że im mniej zasad formalnych, tym lepiej. Myślę, że prawdziwa wspólnota musi się opierać na czymś innym, na czymś głębszym. Na tym polega różnica między wspólnotą a kolektywem. W pierwotnych wspólnotach ludzie mieli spójne systemy wartości. Życie ich łączyło, wartości religijne czy kulturowe, był jakiś wspólny rdzeń i wtedy prawo było zupełnie niepotrzebne. Gdy nie ma tych wspólnych wartości celebruje się takie jak tolerancja. Nie wiem, czy można stworzyć wspólnotę z ludźmi, których się toleruje albo, którzy cię tolerują. Tolerujesz z reguły to, czego nie lubisz. W społeczeństwie to konieczność, ale wspólnoty się na tym nie stworzy. Brak w tym łączących ludzi wartości i celów.

Rozmawiacie tu o tym?
Prowadziłem tutaj dużo dyskusji i sporów na temat ruchu anarchistycznego. On z założenia powinien pokazywać alternatywne rozwiązania na życie. I kwestionować system u podstaw. On się natomiast stoczył w stronę lewactwa, politycznej poprawności i prób rozszerzania wydumanych przywilejów zamożnych społeczeństw, np. wyzwolenie zwierząt - butów nie można mieć skórzanych tylko plastikowe, miodu nie wolno jeść, bo od tego cierpi pszczoła. A na protest przeciwko amerykańskiej tarczy przyszło 30 osób. Na gej paradę parę tysięcy. Ja się pytam, o co ci anarchiści naprawdę walczą? O to, by chodzić w paradach, ramię w ramię z młodymi demokratami, czy euronotablami? Czy są ruchem antysystemowym, który dąży do wolności, do obalenia ładu tego świata,? Czy żeby szerzyć polityczną poprawność, większą kontrolę nad człowiekiem? Bo żeby wprowadzić tę polityczna poprawność, powstrzymać różne patologie jak przemoc, uprzedzenia, dyskryminacja itd., to nad człowiekiem jako jednostką musi zostać roztoczony silny mechanizm indoktrynacji i kontroli od dziecka, żeby wyrósł na człowieka, który spełnia wymogi i oczekiwania społeczeństwa. Dla mnie to jest nie do przyjęcia.

Czym jest dla Ciebie wolność? Chodzi Ci o wolność w wyrażaniu poglądów?
Nie. Wolność jest kontrolą nad własnym życiem. Nie chodzi o poglądy. Mówić każdy może co chce (jeszcze) ale robić każdy musi co system każe. Idee mają swoje konsekwencje. Chyba, że wyznaje się te poglądy zupełnie abstrakcyjnie, a w życiu się ich nie praktykuje. Ale zakładam, że jeśli ktoś wyznaje jakieś podglądy, to po to, żeby według nich żyć. W naszym świecie, gdzie słowo wolność odmienia się przez wszystkie przypadki, ludzie mają znacznie mniejszą kontrolę nad własnym życiem i są znacznie mniej samowystarczalni niż kiedyś. Kiedyś każdy sobie dom potrafił zbudować, umiał sobie zapewnić pożywienie, a dzisiaj jesteśmy uzależnieni od ogromnej infrastruktury, od baronów przemysłu, inwestorów, biznesmenów, na których nie mamy żadnego wpływu. Człowiek jest poddany działaniom rynku, posunięciom globalnych koncernów. Jest ubezwłasnowolniony od początku do końca, jest trybikiem w maszynie, który może być w każdej chwili wymieniony, zmieniony.

Co was tutaj łączy?
Łączyła nas na początku wspólnota działań. To się skończyło.

A czym się różni wasz skłot od komuny hipisowskiej?
Hipisi mieli wspólną wizję świata, łączyła ich idea. Tutaj na początku też tak było. Ale potem okazało się, że istnieją poważne różnice między nami. Niby wszyscy chcemy wolności, ale każdy inaczej sobie tę wolność wyobraża. Miało nas łączyć też to, że jesteśmy przeciw systemowi, potem się okazało, że każdy z nas inaczej widzi. Osoby, które są niby przeciw systemowi, w mojej opinii są za nim. Chcą go udoskonalić, a nie obalić. Dla mnie im bardziej chce ktoś udoskonalić system, tym bardziej ogranicza wolność jednostki. To są sprzeczne kierunki. Oczywiście były jakieś sprzeczki o to, że ktoś komuś kasę wisi, że ktoś komuś piwo rozlał, ale to są pierdoły, ten lubi taką muzykę, a ten inną. Ale ludzie na naszym poziomie się o takie rzeczy nie kłócą.

Ale to nie jest tak, że to co was najbardziej łączy to to, co jest na zewnątrz?
Wróg wspólny? Tak, trochę tak jest. Jak się pojawiło zagrożenie dla tego miejsca, to wtedy spory idą na bok, razem o to walczymy. Ale i tak będę musiał stąd odejść.

Chcecie stworzyć skłot z ludźmi o bliższych podglądach?

Chyba już nie skłot. Na razie wyjeżdżamy na parę lat w góry. Ktoś szuka lokatorów, bo wyjeżdża. No i zebraliśmy się z ludźmi, z którymi naprawdę mnie coś łączy. Głębsze rzeczy, np. niechęć do cywilizacji, poszukiwanie życia pierwotnego, skłonność do filozofii wschodu. Większość z nas ćwiczyła wschodnie sztuki walki, niektórzy z nas praktykują medytację. Też elementy szamanizmu. Siedzenie przy ognisku, włażenie na drzewa. Miłość do przyrody, do prostego życia i twardego stania na ziemi. Duchowość, mentalny rozwój.

Prawdziwa wspólnota?

Myślę o zakupie ziemi, zbudowaniu domu. Fajnie by było, gdyby sąsiedzi byli podobnie myślący i pozakładalibyśmy rodziny, dzieciaki jakieś, żeby pojawiła się wspólnota prawdziwa. Nie oparta na kolektywnej własności, bo jednak człowiek potrzebuje prywatności, a jak coś jest wspólne to niestety jest niczyje. To był błąd hipisów. Skłoty sypią się z tego samego powodu. Na dłuższą metę nie da się żyć w kolektywie bez autentycznej wspólnoty. To jest moim zdaniem ślepy zaułek. Jakaś alternatywa wobec społeczeństwa, anonimowego tłumu ludzi, którzy się nienawidzą. Ale na życie nie wystarczy.


Rozmawiała Karolina Giedrys - Majkut

X* - nasz rozmówca chciał pozostać anonimowy
Wierzę w las, wierzę w łąkę i w noc w czasie której rośnie zboże (Thoreau)

Vaisnava-Krpa
Posty: 4947
Rejestracja: 23 lis 2006, 17:43
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: Vaisnava-Krpa » 04 cze 2009, 12:30

Zaczęło się od muzyki punkowej. Przychodzi czas, kiedy człowiek zaczyna kwestionować to, co widzi i zastanawiać się nad tym, po co żyje. I stwierdza, że świat nie podoba mu się. Takie subkultury jak punkowa wyrażają to dobrze. Do mnie trafiło. Ale to była tylko taka zabawa; chodzenie na koncerty, ciężkie buty, naszywki, koszulki, takie tam w sumie pierdoły. Potem pojawiły się idee, bo ta muzyka miała jakiś mądrzejszy przekaz. Zostałem nakierowany na idee anarchistyczne, ekologiczne. Kwestie rasizmu, wojen, antyfaszyzmu, wegetarianizmu. Teraz widzę te rzeczy zupełnie inaczej i określam je mianem lewactwa, a nawet manipulacji, ale wtedy się temu poddawałem.

Dlaczego manipulacji?
To był czas rabunkowej prywatyzacji, zalewu zagranicznymi inwestycjami, wejścia do NATO i UE. A dla mnie i mnie podobnych największymi problemami były rasizm i wyzwolenie zwierząt.
te wszystkie lewackie idee spychają myślenie na tory boczne, zaciemniając istotę rzeczy.
Gdy nie ma tych wspólnych wartości celebruje się takie jak tolerancja. Nie wiem, czy można stworzyć wspólnotę z ludźmi, których się toleruje albo, którzy cię tolerują. Tolerujesz z reguły to, czego nie lubisz. W społeczeństwie to konieczność, ale wspólnoty się na tym nie stworzy. Brak w tym łączących ludzi wartości i celów.
To są bardzo fajne cytaty.
Bardzo mi się podoba ogólny sposób myślenia tego kogoś. Jak nie znajdę bhaktów do projektu to kto wie czy z kimś takim czegoś nie będę probował. Zawsze to bliżej do siebie niż z przeciętnym sąsiadem.

"Kiedy Się Rodziliśmy, Nie Mieliśmy Sprecyzowanych Planów Życiowych
Kiedy System Zmieniał Swoje Barwy I Zacierał Ręce
My Bawiliśmy Się W Uliczne Gry I Byliśmy Zadowoleni Gdy Pogoniliśmy Nazistów
Z Czasem Nasz Ból Dojrzewał I Zdaliśmy Sobie Sprawę,
Że Ktoś Się Bawi Naszym Kosztem, A My Ciągle Nie Żyjemy Tak Jak Tego Pragnęliśmy

Teraz Jesteśmy Dojrzali, Wciąż Zbuntowani I Zrozpaczeni
Bezradni Na Obojętność, Głupotę I Nienawiść
Ale Mimo To Nie Poddajemy Się
Najważniejsze W Tym Wszystkim Jest To, Że nie Poddajemy Się
Być Może Kiedyś Będziemy Sfrustrowani, Z Tłustymi Brzuchami
Apatyczni I Zadowoleni Z Tego, Że Mamy Pracę, Samochód
Seks W Sobotnie Wieczory (Na Ekranie TV)
A Nasze Dzieci Dobrze Się Uczą

Ale Dzisiaj W Zdartych Butach Zdzieramy Gardła
Krzycząc Z Tej Samej Sceny Do Zupełnie Innych Ludzi
Prosząc O Zrozumienie, Przebaczenie I Wysłuchanie

Dzisiaj Brzuchy Rosną Ale Walka Trwa!" (Włochaty)
Oszust zajmuje miejsce nauczyciela. Z tego powodu cały świat jest zdegradowany. Możesz oszukiwać innych mówiąc: "Jestem przebrany za wielbiciela", ale jaki jest twój charakter, twoja prawdziwa wartość? To powinno być ocenione. - Śrila Prabhupada

Jana-Priya
Posty: 98
Rejestracja: 11 mar 2008, 21:33

Re: wspólnota, kolektyw, skłot i wolność

Post autor: Jana-Priya » 04 cze 2009, 18:35

albert pisze:
Jak znalazłeś się na Elbie?
Zaczęło się od muzyki punkowej. Przychodzi czas, kiedy człowiek zaczyna kwestionować to, co widzi i zastanawiać się nad tym, po co żyje. I stwierdza, że świat nie podoba mu się. Takie subkultury jak punkowa wyrażają to dobrze. Do mnie trafiło.
Trawestując Benedykta Chmielowskiego w sprawie konia można powiedzieć, że „świat jaki jest, każdy widzi”. Każdy w miarę myślący widzi, że jest on „bu” (to cytat z mojego synka), i że trzeba by coś zmienić aby nie był bu. No i tu zaczyna się nasza epopeja pod roboczym tytułem „Pieśń o miłości i śmierci korneta Krzysztofa Rielke, czyli jak zmienić świat, aby podobał się wszystkim”. Historia zna co najmniej parę przykładów mędrców pragnących uszczęśliwić społeczeństwa, a nawet ludzkość pod hasłem: „będziecie naprawdę szczęśliwi, gdy ja będę wami rządził”. Nie mogli oni jednak pojąć dlaczego podbite w tym celu ludy w oczywiście głupi sposób walczą z uszczęśliwiaczami zamiast ich pokochać.
Inni z kolei zbawcy, widząc wątłość swych sił w obliczu reszty społeczeństwa uciekali się do ucieczki od społeczeństwa czyli tworzyli komuny, bractwa, płoty, skłoty itp. Poprawcie mnie jeśli się mylę ale żadna komuna nie przetrwała dłużej niż kilkadziesiąt lat czyli jedno pokolenie. Można obserwować na naszych oczach powstałe komuny kibuc i wspólnoty wiejskie moszaw w Izraelu, pierwszy kibuc powstał w roku 1909, a pierwszy moszaw w 1920. Te komuny nie są jednak zamkniętymi terenami przeznaczonymi wyłącznie dla „wiernych”. W całej Europie są przedstawicielstwa komun werbujące ochotników do okresowego pobytu i pracy w kibucach albo moszawach. Nie można więc tych komun porównywać z krótkotrwałą komuną, a w zasadzie ośrodkiem nauczania Abelarda (XII w. ) ani z komunami hipisów.
Była jeszcze zagadkowa komuna esseńczyków w Qumran ale jej zasady i datowanie są mocno niepewne, bo jedni wierzą, że istniała od 515 r. p.n.e. do 70 r. n.e., a inni że od 150 r. p.n.e. do 70 n.e. i nie wiadomo do końca czym była (sekta religijna czy religijno-polityczna?).

Każda komuna jest wyrazem buntu przeciw istniejącym ograniczeniom i zasadom społecznym i próbą utworzenia szczęśliwszego świata przynajmniej na użytek lokalny. Jednakowoż chociaż świat dla członków komuny jest inny, zmieniony, to dla reszty społeczeństwa jest jaki był. Jedynym sposobem zmienienia świata jest zmienienie siebie samego, ponieważ piękno jest w oku patrzącego.

Antyglobaliści, Zieloni i inne tego typu ruchy mniej lub bardziej gwałtownie protestują przeciwko coraz mniejszym obszarom wolności wyznaczonym społeczeństwu przez rządy, koncerny, banki i inne wielkie korporacje i trzeba im przyznać rację, bo np. polskie prawodawstwo oparte jest na rzymskiej zasadzie nullum crimen sine lege (nie ma przestępstwa bez ustawy – inaczej, jeśli nie ma ustawy w jakiejś sprawie, to przestępstwa w tej sprawie nie da się stwierdzić) dlatego produkuje się coraz więcej ustaw aby przyłapać obywatela dosłownie na każdym ‘nielegalnym’ działaniu i przynajmniej dać mu po łapach grzywną, co zwiększy wpływy budżetowe. Zgodnie z ideą rządzących im więcej dziedzin życia regulują ustawy, tym łatwiej kierować społeczeństwem ale dosłownie parę dni temu Trybunał Konstytucyjny, wypowiadając się w sprawie konstytucyjności jakiejś ustawy nie wytrzymał i wydał komunikat ogólny o polskim prawie, że jest do d… niespójne wewnętrznie, niejasne, fatalnie sformułowane i wiele ustaw jest ze sobą sprzecznych. Sam rząd ma problemy ze stosowaniem własnych ustaw i niektórych musi się oficjalnie wycofywać, co jest zabójcze dla prawa w ogóle, bo wzbudza lekceważenie i uzasadnione podejrzenie o jego sensowności.

W dalszym ciągu naszej epopei, ponieważ mówimy wszak o dialektyce dziejów, nie możemy nie wspomnieć o złośliwie pomijanym albo zapomnianym już specjaliście od tych spraw, niejakim Karolu Marksie (1818-1883). W swoim słynnym, aczkolwiek nie dokończonym, dziele Das Kapital stwierdza on, iż dla danej formacji społecznej istnieje charakterystyczny zespół materialnych sił wytwórczych i wynikających z nich stosunków produkcji, co stanowi bazę tej formacji, ale ciągle rozwijające się siły wytwórcze społeczeństwa napotykają po jakimś czasie na dramatyczną sprzeczność ze skostniałymi stosunkami produkcji, co doprowadza do rewolucyjnych zmian i przewrotów, choć czasami zmiany te są ewolucyjne. Z tego powodu zarzucano Marksowi, że jest twórcą teorii katastrof ale to inna bajka.

Ponieważ obecnie na całym świecie siły wytwórcze (całokształt sił, sposobów, technik i technologii społeczeństwa w dziedzinie produkcji i usług) gwałtownie się rozwijają, a stosunki produkcji (stosunki społeczne, w jakie ludzie wchodzą w toku pracy, produkcji i wytwarzania wszelkich dóbr) w wyraźny sposób od nich odstają, co widać choćby po ponawiających się kryzysach, to można się spodziewać, że dość krótkim czasie nastąpi jakiś poważny kryzys. Obecne stosunki produkcji dyktowane są przez banki, które przy ciągłym dążeniu koncernów do globalizacji nie są w stanie dostosować się do nowych warunków, stąd kolejne kryzysy. Nie chciałbym być traktowany jako guru ekonomii i prorokować ekonomiczny Armagedon ale moja kobieca intuicja mi mówi, że obecny kryzys jeszcze nie okazał pełni swych dramatycznych skutków. Pokażą to najbliższe miesiące.
Oczywiście obecnie Marks jest wyśmiewany i lekceważony, bo w swoich pracach pewne sprawy upraszczał, a już za jego życia pojawili się tzw. marksiści, od których on sam zdecydowanie się odcinał.

To wszystko, co wyżej nie ma na celu straszenia czy zniechęcania kogokolwiek czymkolwiek. Chciałbym tylko przypomnieć, że żyjemy w Kali Judze i ponieważ prawie wszystko jest bezbożne i zdeprawowane (zwłaszcza przywódcy), nie powinniśmy się dziwić, że mamy coraz mniej zewnętrznej wolności, tzn. nakłada się na nas, obywateli coraz więcej ograniczeń. Jednakże poczucie wolności nie jest w żaden sposób związane z jakąkolwiek sytuacją zewnętrzną. Można być władcą świata i czuć się skrępowanym we wszelkich swych poczynaniach i można być skrajnym nędzarzem w obozie zagłady, a mimo to czuć wolność dzięki łączności z Kyszną.

ODPOWIEDZ